MIT POTĘŻNEJ CZECHOSŁOWACJI
Zachodnia część Księstwa Cieszyńskiego
Západní část Těšínského knížectví



Z Czechosłowacją roku 1938 i jej armią jest dokładnie tak samo jak z tym zdjęciem. Przedstawia się tylko tyle, by udowodnić pewien obraz. A więc opowiedzieć o rzekomo „potężnej” i „nowoczesnej” czechosłowackiej armii, dysponującej ultranowoczesnymi czołgami i samolotami z kosmosu, która mogłaby pobić nikczemnych Niemców, gdyby niedobrzy Alianci jej nie zdradzili. Albo gdyby chociaż Polska przepuściła sowieckie oddziały idące z odsieczą Czechosłowacji. Ale nikczemna Polska wbiła nóż w plecy osamotnionemu państwu i, diabolicznie się śmiejąc, ukradła mu bez żadnego powodu Zaolzie. Oczywiście, butni polscy sanatorzy kierowali się tylko swoimi chorymi, pseudomocarstwowymi obsesjami.
Wszystko co powyżej napisałem - to wierutna bzdura. Dzisiaj jednak porozmawiamy sobie o samej Czechosłowacji, a temat Zaolzia poruszę za kilka dni.
* * *
Gdy francuski generał Maurice Pellé spojrzał na mapę Czechosłowacji w 1918 roku, rzekł, że obronę państwa o takim kształcie należy powierzyć nie generałom, lecz dyplomatom.
Generał miał rację. Czechosłowacja, jak wiemy, graniczyła z Niemcami, Austrią, Polską i Węgrami. Gdy już 28 października 1918 roku Czesi ogłosili wolę stworzenia swojego państwa wespół ze Słowakami, mniejszość niemiecka w Sudetach, pragnąca przyszłości z Austrią, lub Niemcami, chwyciła za broń. Podobne wydarzenia miały miejsce na Słowacji i Zakarpaciu. Czesi traktowani byli jak oczko w głowie Ententy, która przerzuciła na teren Czechosłowacji dobrze wyposażone i uzbrojone Legie - formacje tworzone we Francji i Włoszech z byłych jeńców czeskich i słowackich, liczące 85 tys. żołnierzy. Przez kilka miesięcy Czesi byli absolutnymi panami regionu, prowadząc wojny napastnicze: przeciwko Polsce o Śląsk Cieszyński, przeciwko Węgrom o Słowację, a przeciwko Rusinom - o Ruś Zakarpacką. Korzystali przy tym z faktu, że ich przeciwnicy nie dysponowali tak dużymi armiami, jak oni sami. Wszystko to powodowało, że Czechosłowacja była niechętnie traktowana przez ościenne państwa. Uważano ją - niebezpodstawnie - za agresora i okupanta.
Niechęć ta nie była jedynie zewnętrzna.
W przedwojennej Czechosłowacji Czesi byli mniejszością i stanowili 47 % ludności (wg spisu z 1932 roku, najbardziej optymistyczne szacunki mówią o 50 %, po sztucznym wliczeniu Morawian). Drugą najliczniejszą grupą etniczną Czechosłowacji byli… nie, nie Słowacy.
Byli nią Niemcy. Ci stanowili aż 27,2 % ludności (ponad dwa razy więcej, niż Słowacy). Kolejni byli Słowacy, liczący 12,5 % i Węgrzy, stanowiący 7,9 %. Ponadto liczni byli Ukraińcy (Rusini), stanowiący 3,3 %, Żydzi (1,33 %) i Polacy. Tych ostatnich było 0,8 %.
Poza tym, że Czesi byli mniejszością, to byli mniejszością ciemiężącą większość. Przykładowo, chociaż teoretycznie połowa nazwy kraju odwoływała się do Słowacji, to ci nie stanowili żadnej liczącej się grupy społecznej. Na 270-osobowy parlament, tylko 14 posłów było Słowakami. Na 139 generałów armii czechosłowackiej tylko jeden (!) był Słowakiem. Oficerowie i podoficerowie słowaccy stanowili tylko 3,9 i 4,6 % korpusu. Co do zasady Niemcy, Słowacy, Węgrzy, Polacy byli szeregowcami, a dowodzili nimi Czesi. Mało tego, język słowacki nie był wykładany w żadnej szkole wyższej - nawet na uniwersytecie w Bratysławie wykładano po czesku. Wobec Polaków, Rusinów i Węgrów stosowano przymusową czechizację. By ich spacyfikować, na ich ziemie ściągano tysiące czeskich policjantów, urzędników, nauczycieli. Wykorzystywano represje, głównie ekonomiczne, odbierając pracę, możliwość nauki w języku ojczystym, czy awansu, jeśli ktoś się nie podporządkował. Zwalczano również gazety i wydawnictwa mniejszości, a także szkolnictwo i ośrodki polityczne.
Widać więc z powyższego, że Czesi stanowili raczej niezbyt lubianą w Czechosłowacji mniejszość. Mało kto chciał nadstawiać karku za szowinistyczny reżimek znad Wełtawy.
* * *
Ponieważ w Pradze spodziewano się zagrożenia ze strony Niemiec, w marcu 1935 roku rozpoczęto budowę nowoczesnych fortyfikacji granicznych. Te były powodem do dumy Czechosłowacji. Siłą dorównywały najlepszym liniom umocnionym świata, jak Linii Maginota i Linii Zygfryda. Do 1938 roku powstało ok. 10 000 obiektów (w tym 264 ciężkich schronów artyleryjskich). Podstawową budowę zamierzano ukończyć do 1942 roku, a wszystkie obiekty miały powstać do 1950 roku.
Podstawą fortyfikacji miały być artyleryjskie grupy warowne (w sumie dziesięć), dysponujące ciężkimi moździerzami kal. 120 mm, haubicami kal. 100 mm i działami kal. 100 mm, połączone ze sobą podziemnymi korytarzami. Można je porównać do belgijskich fortów w rodzaju Eben-Emael. Uzupełniały je ciężkie schrony TO (težké opevnení) i lekkie LO (lehke opevnení). Dysponowały one bronią maszynową i artylerią przeciwpancerną. Umocnienia osłaniały liczne okopy, rowy przeciwczołgowe i zapory, w tym słynne do dziś „czeskie jeże”.
Wspaniałe fortyfikacje miały jednak jeden, najpoważniejszy feler.
Wybudowano je głównie na granicy z Niemcami. Miały tam być nieprzebijalne. Stanowić pierwszą i ostatnią linię oporu.
Tymczasem od 13 marca 1938 roku, wskutek Anschlussu (co opisywałem), Austria była częścią Niemiec. Oznaczało to, że III Rzesza skutecznie okrążała Czechosłowację z trzech kierunków, a w dodatku miała do dyspozycji liczącą 366 km lukę na dawnej granicy austriacko-czeskiej, gdzie nie było poważnych umocnień. Niemcy w razie inwazji mogli wejść właśnie tędy.
Co gorsza, wszystkie umocnienia wybudowano na terenach przygranicznych - szczególnie w Sudetach - które były zamieszkałe głównie przez mniejszość niemiecką. Oznaczało to, że na wypadek konfliktu Niemcy mogliby skutecznie odciąć fortyfikacje od zaopatrzenia, wzniecając rebelię na tyłach wojsk czechosłowackich.
Wszystko to prowadziło do tego, że od marca 1938 roku bardzo, bardzo kosztowne umocnienia, zbudowane za cenę wielu wyrzeczeń, które pożarły 10,7 miliarda koron czechosłowackich (ok. 40 % całego budżetu wojskowego Czechosłowacji z lat 1934-1938) stały się… bezużyteczne. Jedna grupa warowna kosztowała ok. 160 mln koron - tyle, ile nowoczesny krążownik. Mimo to, wiele z umocnień nadal nie było wyposażonych do jesieni 1938 roku.
Zbudowanie potężnej linii umocnień tuż nad granicą uniemożliwiło rządowi w Pradze jakikolwiek manewr polityczny. Czesi mogli wybrać jedynie „wszystko, albo nic”. Nie stworzono absolutnie żadnego planu „B” na wypadek utraty pogranicza.
* * *
Zostawmy na moment umocnienia i przejdźmy do creme de tematu, czyli rzekomo „potężnej” armii Czechosłowacji.
Bardzo wiele osób lubi podkreślać, że Czechosłowacja wystawiła silną, liczącą milion żołnierzy armię. Československá armáda posiadała 34 dywizje piechoty, 5 dywizji improwizowanych, 4 dywizje szybkie, 7 samodzielnych pułków Straży Finansowej (Finanční stráž, taka formacja, podobna do KOP - łącząca w sobie straż graniczną i służbę celną) i 11 batalionów granicznych. W dodatku dysponowały one nowoczesnymi armatami i czołgami, które mogłyby skruszyć potęgę Wehrmachtu.
Lubi się podkreślać potęgę czeskiego przemysłu, zapominając, że Czesi go nie zbudowali od zera, lecz odziedziczyli po upadłym imperium Austro-Węgier. To właśnie w Czechach lokowało większość przemysłu maszynowego i hutniczego z uwagi na bliskość kopalń. Na terenach Czech wydobywano rocznie ok. 14-17 mln ton węgla i wytapiano 2 mln ton stali. W ten sposób 75 % przemysłu Austro-Węgier znalazło się na terenie Czechosłowacji, w tym 90 % kopalni, 75 % hut i 80 % przemysłu maszynowego.
Na czele z największymi koncernami zbrojeniowymi: Zbrojovka Brno, Česká zbrojovka, Avia, Tatra, Škoda i ČKD (Českomoravská Kolben-Daněk). Problem polegał na tym, że praktycznie cały przemysł Czechosłowacji był ulokowany na terenie Czech, a nie na terenie Słowacji. Oznaczało to, że utrata rejonu przygranicznego prowadziłaby do zastopowania czeskiego przemysłu. Trzeba podkreślić, że zakłady te produkowały wszystko - od broni strzeleckiej, przez artylerię, po czołgi i zatrudniały 40 000 pracowników.
Zacznijmy od ulubionych przez wszystkich czołgów. Do 1934 roku Czechosłowacja prawie nie posiadała czołgów, a jej siły pancerne opierały się na tankietkach Tančik vz. 33. Dopiero wiosną 1934 r. pojawiły się pierwsze czeskie czołgi lekkie LT (Lehký tank) vz. 34. Były to pojazdy inspirowane brytyjskim czołgiem Vickers E. Jednak pierwsze partie były tak złej jakości, że wszystkie czołgi wróciły do fabryk celem napraw usterek.
W 1938 roku Czechosłowacja posiadała w sumie 298 czołgów lekkich LT vz. 35, uzbrojonych w działko Škoda A3 vz. 34 kal. 37 mm. Uzupełniało je jeszcze 50 starszych czołgów LT vz. 34, z których spora część była już bardzo zużyta. Choć LT vz. 35 to były czołgi nowoczesne, dobre manewrowo, o ciekawym rozwiązaniu z napędem na tylne koła, to trapiły je liczne usterki i problemy. Przede wszystkim nie rozwijały odpowiednio dużej prędkości, doznawały awarii elektryki, a ich uzbrojenie nie spełniało pokładanych nadziei i nalegano na ich wymianę. W dodatku wieżę czołgi obracano ręcznie. Konstrukcja większości pojazdów była tak złej jakości - jak w przypadku LT vz. 34 - że musiano je odesłać do fabryk w Pradze i Pilznie. Władze czeskie były tym zaszokowane, bowiem koszt czołgów wynosił ogromne 745 000 koron/sztuka, a koncerny Škody i ČKD nie dotrzymywały terminów. Targi z producentami zajęły kilka miesięcy, przez co armia czechosłowacka nie mogła doczekać się nowych pojazdów. Ponadto, sporą część czołgów kierowano na eksport - np. do Szwecji, Persji, czy Rumunii - zamiast do jednostek. Co ciekawe, czołgi LT obserwowała polska misja wojskowa i uznano, że to nie jest pojazd odpowiedni dla Wojska Polskiego.
Uznaniem nie cieszyły się też czeskie samochody pancerne. Futurystycznie wyglądające pojazdy Škoda PA-II okazały się być bardzo powolne, słabo manewrujące i o bardzo słabym pancerzu. Pojazdy (całych 9 sztuk) przekazano czym prędzej policji. Szukano na gwałt następcy i tak zrodził się Škoda PA-III, którego wyprodukowano oszałamiających 15 sztuk. Dopiero po rozmowach z firmą Tatra opracowano trochę bardziej zadowalające pojazdy OA vz. 30 i 34 - znacznie tańsze od pojazdów Škody i dość szybkie, choć słabo uzbrojone - bo w zaledwie erkaemy chłodzone powietrzem... Wyprodukowano ich w sumie 50 sztuk.
Chociaż Czechosłowacja szczyciła się artylerią polową, to jej piętą achillesową była broń przeciwpancerna... której właściwie nie było. Opracowana w 1934 roku armata ppanc. kal. 37 mm vz. 34 miała niezadowalające osiągi i bardzo szybko zażądano jej modyfikacji. Tak powstało udane działo P.U.V. kal. 47 mm vz. 36. Jednak do września 1938 r. wyprodukowano jej tylko 227 sztuk i nie zdążono nawet wdrożyć do służby. Artylerię polową reprezentowały udane, choć nieco już starsze haubice kal. 100 mm vz. 14/19 i armaty kal. 80 mm vz. 17. Było ich odpowiednio 1152 i 528 sztuk. Uzupełniało je jeszcze 90 armat 105 mm, 452 haubice 150 mm i 52 armaty i moździerze o kalibrach większych niż 210 mm.
Podaję te liczby nieprzypadkowo - „potężna” Czechosłowacja miała w sumie 2274 działa polowe różnych typów (i to w dużej mierze niezmodernizowane od 1918 roku), podczas gdy Polska miała ich 3435.
Armia czechosłowacka przechodziła modernizację i faktycznie opracowywała nowoczesne uzbrojenie w postaci wyżej wymienionej armaty ppanc. kal. 47 mm, karabinu maszynowego ZB vz. 37, czołgów lekkich LT vz. 38. Jednak potrzeba było jeszcze lat, by wprowadzić to do służby. Koniec końców nowocześniejsze czeskie projekty bardzo się przydały - ale Niemcom…
* * *
Problemy były nie tylko natury technicznej. Pojawił się kłopot z formowaniem jednostek piechoty zmotoryzowanej. Dopiero latem 1938 roku stworzono dwa pierwsze bataliony piechoty zmotoryzowanej, złożone z kadry instruktorskiej. Dywizje szybkie zaś tworzono z personelu jednostek kawalerii. W odróżnieniu od Polski, kawaleria czechosłowacka nie miała statusu formacji elitarnej.
Jedno z najsłynniejszych zdjęć dokumentujących wkroczenie wojsk niemieckich do Sudetenlandu jesienią 1938 roku. Z jakiegoś powodu jednak zdjęcie ustawicznie jest przycinane, by było widać płaczącą kobietę - oczywiście z dorobioną poruszającą historią, jak to biedna kobiecina ze łzami musiała hajlować. W tym kontekście wesoła twarz pani z lewej w oczywisty sposób nie pasuje do całości. Nie dajcie się zwieść - to łzy radości, nie smutku. Zdjęcie wykonano w miejscowości Cheb, tuż przy granicy z Niemcami w październiku 1938 roku. Zdjęcie publikował nazistowski dziennik „Völkischer Beobachter”. Dodam, że legenda ta trwa od 1945 roku, gdy zdjęcie to opublikował amerykański „Time Magazine”. [A]
Ponieważ mamy październik, to i jesienny temat. O Czechosłowacji.
***
Była ona formowana z gorszych żołnierzy, nierzadko z mniejszości etnicznych, i nie wyznaczano jej samodzielnych zadań na polu bitwy. Tworzenie jednostek szybkich odbywało się bardzo powoli i rozpoczęto ich powolne formowanie dopiero zimą 1937/1938.
Podstawową jednostką w armii czechosłowackiej była czteropułkowa dywizja piechoty, oparta o pierwszowojenne francuskie wzorce. Jednostki te tworzono z myślą o wojnie pozycyjnej. Dopiero w 1937 roku jednostki te przeformowano w dywizje trzypułkowe. Sformowano tak w sumie 17 dywizji piechoty, które można było rozwinąć do 38 dywizji. Kwestia czechosłowackiej mobilizacji - bardzo powolnej i skomplikowanej, gdzie istniejące jednostki rozwiązywano i powoływano na ich miejsce nowe - pozostaje poza dyskusją.
Żadna z dywizji nie miała ciężkiej broni, 14 miało po plutonie tankietek, a tylko 7 posiadało po kompanii przeciwpancernej. Nie dysponowały one także obroną przeciwlotniczą, a zamiast batalionu saperów miały tylko po kompanii. Czesi nie posiadali także ani granatników, ani min, ani indywidualnej broni przeciwpancernej, w rodzaju rusznic. Jednostki czeskie etatowo miały mniej broni maszynowej i artylerii od polskich, czy niemieckich. Mogły się jedynie bronić i to w oparciu o umocnienia. Z braku oddziałów saperskich i inżynieryjnych jednostki nie mogły przejść do pościgu.
Czeska armia w ogóle nie była szkolona do wojny o charakterze manewrowym. Nie uczono jej lokalnych kontrataków, czy oskrzydleń. Jedyną strategią, jaką wybrano, była statyczna obrona czterech czeskich armii (1. - 4.) w umocnieniach na granicy. Oznaczało to ogromne rozproszenie wysiłku i utratę możliwości skomasowania sił w danym punkcie. Co gorsza, własnych czołgów zażyczyły sobie także wojska fortyfikacyjne, dodatkowo osłabiając potencjał czeskiej armii. A ponieważ na fortyfikacjach zasadzał się cały plan obronny czeskiej armii, to trzeba było to żądanie spełnić.
Jesienią 1938 roku w dywizjach szybkich miało być 36 kompanii czołgów, a było ich zaledwie 13. W sumie w czterech dywizjach szybkich było razem zaledwie... 170 czołgów. Oznacza to, że cztery czeskie dywizje szybkie miały mniej czołgów, niż dwie polskie brygady pancerno-motorowe w 1939 roku. W linii znajdowało się tylko 207 maszyn, reszta była w warsztatach, albo fabrykach.
Oznacza to, że czeska pięść pancerna przypominała raczej wątłą piąstkę dziecka.
* * *
Fascynującą częścią armii czechosłowackiej jest jej lotnictwo. Chociaż Československé vojenské letectvo posiadało 100 lotnisk i 1514 samolotów, to jego poziom był wyjątkowo zacofany, nawet na tle polskiego lotnictwa. Składało się ono z 6 pułków: 3 armijnych i po jednym myśliwskim, bombowym i nocnych bombowców. Podstawowym myśliwcem czeskim była dwupłatowa Avia B.534 - w sumie 326 samolotów. Były to maszyny zdecydowanie gorsze i bardziej przestarzałe od niemieckich Messerschmittów Bf-109, świętujących właśnie tryumfy pod niebem Hiszpanii w wojnie domowej. Choć wprowadzono je do służby w 1935 roku, to rozwijały prędkość o blisko 100 km/h mniejszą od niemieckich myśliwców. Była to maszyna wywodząca się z poprzedniej generacji, przełomu lat 20. i 30. Wiele - w sumie 53 - uległo też wypadkom i awariom. Uzupełniało je 412 obserwacyjnych dwupłatowych samolotów Letov S-328, podobnych do polskich Lublinów R.VIII, mających udźwig do 300 kg bomb, mających być używanych - z braku odpowiednich maszyn - jako samoloty wsparcia sił naziemnych.
I - tylko 155 samolotów bombowych. Z tej ostatniej liczby 73 stanowiły licencyjne francuskie bombowce Aero Bloch MB. 200. Uzupełniało je 60 sowieckich SB-2 (które miały być produkowane na licencji jako Avia B-71). Te ostatnie do jesieni 1938 roku nie zdążyły wejść do służby, bo cierpiały na duże usterki techniczne wskutek złej jakości wykonania. Samoloty kupiono za granicą, bo własny bombowiec - dwupłatowy Aero A-100 - okazał się być konstrukcją całkowicie nieudaną już po dwóch latach od wprowadzenia do służby w 1934 roku. Pomijając kwestie techniczne, to czeskie lotnictwo cierpiało na ogromne niedobory kadrowe: w 1938 r. brakowało 28 % pilotów i 51 % obserwatorów. Z obecnych pilotów wielu przeszło tylko podstawowe szkolenie.
* * *
Czechosłowacja szukała oparcia w sojusznikach, zdając sobie sprawę, że samodzielnie nie zdoła stawić oporu żadnemu z sąsiadów. Podstawowym sojuszem Czechosłowacji była tzw. mała Ententa, sformowana z Jugosławią i Rumunią przeciwko Węgrom. Sojusz był to jednak całkowicie dysfunkcyjny, bo sojusznicy jednych jego sygnatariuszy, dla innych byli wrogami.
Świetnym przykładem był zawarty w maju 1935 roku sojusz Czechosłowacji z ZSRR. W ten sposób Praga trwale zraziła do siebie Rumunów, uważających Sowietów za największe zagrożenie. Ochłodziły się ponadto jeszcze bardziej stosunki z Polską, Zarówno pierwszy prezydent Czechosłowacji, Tomas Garrigue Masaryk, jak i jego następca i wieloletni poplecznik, Edvard Beneš, nie chcieli konkretyzować planów wojennych z Francją. Nie zawarli sojuszów ani z Austrią, ani z Polską, choć propozycje takie wysuwali potajemnie nawet czescy wojskowi. Do Polski zresztą żywiono jednoznacznie wrogi stosunek. Doszło nawet do tego, że Beneš, jako minister SZ Czechosłowacji, wyraził zgodę w 1934 roku, by kwestie terytorialne rozstrzygała konferencja mocarstw, złożona z Francji, Wlk. Brytanii, Włoch i Niemiec...
* * *
Tu warto w kilku słowach wspomnieć, czy Czechosłowację faktycznie mógł ocalić ZSRR. Odpowiedź brzmi: nie. Pomijając werbalne zapewnienia o wsparciu i wyrazy oburzenia, wygłaszane przez sowieckiego ministra spraw zagranicznych, Maksyma Litwinowa, nie uczyniono absolutnie nic, by pomóc Czechosłowacji. Nie wysłano nawet oficjalnej noty protestacyjnej do MSZ III Rzeszy, ani nie wezwano niemieckiego ambasadora w Moskwie. Apele ambasadora ZSRR z Pragi, S. Aleksandrowskiego, o udzielenie pomocy - całkowicie ignorowano. Czeskich wojskowych w Moskwie na początku września 1938 r. potraktowano oschle i obcesowo. Przeszukano nawet ich rzeczy osobiste, a potem odizolowano...
Współcześni twierdzą, że Sowieci zastrzegli pomoc Czechom, o ile najpierw udzieli jej Francji. Jest to w rzeczywistości zwykła bzdura, zrzucająca odpowiedzialność za konferencję w Monachium na Francuzów. Gdyby istniała wola polityczna, Moskwa w jedną dobę zajęłaby stanowisko - tak, jak rok później uczyniła to wobec Niemców.
Prezydent Czechosłowacji Edvard Beneš był chyba najbardziej sowietofilskim przywódcą w Europie. Bardziej na lewo od niego byli tylko etatowi pracownicy NKWD. A jednak gdy 28 września 1938 r. zwrócił się o pomoc do władz sowieckich, te poleciły mu... apelować do Ligi Narodów. Zdesperowany Beneš 30 września zapytał w depeszy Moskwę, czy powinien walczyć, czy kapitulować (pytał obce państwo co ma robić…!). Odpowiedziano mu z Moskwy dopiero... 3 października. Czyli już po konferencji w Monachium. Z ostrą krytyką jego kapitulacji i zapewnieniami, że przecież rząd sowiecki udzieliłby pomocy...
Ludzie, którzy wybielają Sowietów w ten sposób nie rozumieją, że Stalinowi zależało na wybuchu wojny. Tak, jak zależało mu rok później. Ale takiej, w której nie on by ją zaczął. Dlatego koncentracja wojsk sowieckich miała odbyć się nad granicą z Polską, na Białorusi, a nie z Rumunią, skąd najbliżej było do Czechosłowacji.
* * *
Konflikt czesko-niemiecki nie był od początku oczywisty. Język niemiecki przed 1918 rokiem uważano za nieomal język urzędowy w Pradze, a wielu Czechów i Żydów uważało się za Niemców. Jednak prawdziwi Niemcy z Sudetów nie chcieli być częścią Czechosłowacji i w marcu 1919 roku doszło nawet do krótkotrwałego powstania, wskutek którego zginęło 58 Niemców czeskich. Czesi przez następne lata dawali wyraz swojej bucie i pogardzie dla Niemców, ograniczając ich prawa, co stało się zarzewiem konfliktu roku 1938. Momentem zemsty były wybory z wiosny 1938 r., gdy Partia Niemców Sudeckich zdobyła 15,2 % głosów i stała się najliczniejszą partią czeskiego parlamentu. W kwietniu 1938 r. jej lider, Konrad Henlein, wygłosił tzw. program karlsbadzki, żądając autonomii dla Niemców i wolności wyznawania ideologii. To był zapalnik, który zaczął całą sekwencję wydarzeń.
Wiosną 1938 r. Edvard Beneš nie zdecydował się spacyfikować Niemców sudeckich. Zgodził się jedynie na częściową mobilizację czeskiej armii. Odebrano to jako oznakę słabości. Czechosłowacja nie doprecyzowała żadnych umów sojuszniczych, ani nie zapraszała na obrady potencjalnych sojuszników. Od lata 1938 r. widać było coraz powszechniejszą rezygnację w sprawie Czech.
Rezygnacji jednak nie było w Berlinie. Niemcy 30 maja 1938 roku zaczęli przygotowywać plan operacji, którą nazwano Fall Grün - Plan Zielony - i rozpocząć wojnę z Czechosłowacją i Aliantami 1 października 1938 roku. W inwazji miało wziąć udział pięć niemieckich armii: 10., 8., 12., 2. i 14. Do ataku na Czechów przeznaczono 39-41 dywizji, w tym wszystkich 10 dywizji pancernych i zmotoryzowanych, a do walk z Aliantami - 14. Biorąc pod uwagę, że Wehrmacht - armia zdecydowanie manewrowa, stawiająca na szybkość i potęgę uderzenia - był w tym czasie potężniejszy, niż połączone armie Francji, Wlk. Brytanii i Czechosłowacji - plan ten był bardzo realny i groźny. Przypomnę tutaj, że pierwsza brytyjska dywizja pancerna - 7. - powstała dopiero 27 września 1938 roku i to w Egipcie. Z kolei pierwszy operacyjny dywizjon Spitfire’ów - 19. - powstał 4 sierpnia 1938 r. I dopiero w maju 1939 roku były one operacyjnie gotowe. Francuzi posiadali co prawda dwie - 1. i 2. - lekkie dywizje pancerne typu DLM (division légere mécanique), stworzone z jednostek kawalerii, ale nadal nie były wyposażone zgodnie z etatem.
Momentem przełomowym były zamieszki w mieście Asch. Gdy Adenoid Hynkel gościł w nieodległej od Czech Norymberdze, w niemal całkowicie pozbawionym Czechów przygranicznym miasteczku Niemcy sudeccy przejęli władzę 12 września 1938 roku. Lider Partii Niemców Sudeckich, Konrad Henlein, ogłosił niepodległość i jako lider Sudetenlandu wypowiedział wojnę Pradze. Tego samego dnia Hynkel w Norymberdze publicznie zadeklarował udzielenie wszelkiej pomocy Niemcom sudeckim, "uciskanym moralnie i materialnie" przez władze czechosłowackie. Pronazistowskie bojówki niemieckie atakowały posterunki czeskiej policji i wojska, mordowały Czechów, biły Żydów, demolowały sklepy i urzędy, przecinały kable. Samego 12-13 września w walce zginęło 13 osób, a 14 września - 23, a 75 zostało rannych. 14 września władze czeskie wprowadziły stan wyjątkowy w rejonach przygranicznych. Mimo spacyfikowania próby puczu w Asch przez czeską policję i wojsko, konflikt przybierał na sile.
17 września działania dywersyjne zaczął paramilitarny Sudetendeutsches Freikorps dowodzony przez pułkownika Wehrmachtu, Friedricha Köchlinga. Organizacja osiągnęła po tygodniu liczebność 26 tys. ludzi, szczególnie wśród lokalnych sympatyków i dezerterujących poborowych czeskiej armii, zwanych "Grüne Korps". Miała też licznych przeszkolonych przez Abwehrę dywersantów. Była dobrze uzbrojona w broń maszynową i materiały wybuchowe. W następnych dniach Sudetendeutsches Freikorps dokonał szeregu ataków terrorystycznych w różnych punktach Czech. W walkach zginęło 52 niemieckich dywersantów i 110 czeskich funkcjonariuszy. Oznaczało to, że Czechosłowacja nie panuje już nad swoimi własnymi ziemiami.
14 września 1938 r. w rozmowach z brytyjskimi i francuskimi ambasadorami prezydent Beneš zasugerował zrzeczenie się części pogranicza na rzecz Niemiec. 20 września premier Czechosłowacji, Milan Hodža, wyraził zgodę na cesje terytorialne. Choć ogłoszono powszechną mobilizację 23 września, to już 26 września prezydent Beneš oddał sprawę w ręce mocarstw. Okazało się, że większość jednostek czeskich gotowość bojową ogłosiła dopiero 30 września i później...
Konferencja w Monachium 29-30 września 1938 roku jedynie pieczętowała to, co wydarzyło się wcześniej. Czechosłowacja była niezdolna do powstrzymania Niemców pod jakimkolwiek względem. Wiedziano o tym w Berlinie, wiedziano w Pradze. I chyba nikogo - poza samymi, zwykłymi Czechami, żyjących mitami o własnej potędze - to nie zaskoczyło.
Autor: Andrzej Matowski (II wojna światowa w kolorze)

©