wz
 
 
 
Dzieje Zaolzia   Historie Těšínského Slezska
Zachodnia część Księstwa Cieszyńskiego
Západní částTěšínského knížectví
Nadzieje i rozczarowania (1945–48)

Po wkroczeniu Armii Czerwonej na początku maja 1945 w poszczególnych miejscowościach na terenie Zaolzia Polacy zaczęli tworzyć organy miejscowej władzy i jednostki milicji, mające na celu zapewnienie porządku, oczekując, że obszar ten będzie należał do Polski. W gminach, w których występowała ludność czeska, powstawały władze i oddziały milicji polsko-czeskie, w tradycyjnie czeskich miejscowościach – czeskie. Stan ten utrzymywał się zaledwie kilka dni. Dowództwo sowieckie przekazało kontrolę nad tym terytorium administracji czechosłowackiej. Polską milicję rozwiązywano lub wcielano do milicji czeskiej, zniesiono organy tworzącej się samoistnie polskiej administracji i powołano Miejscowe Rady Narodowe, zdominowane przez Czechów. Kwestia przynależności państwowej Zaolzia pozostawała jednak otwarta.
Ludność polska na Zaolziu znalazła się w bardzo niekorzystnej sytuacji. Władze czechosłowackie nie uznawały żadnych organizacji społecznych ani partii politycznych tworzonych przez Polaków. Przedwojenny majątek polskich organizacji został skonfiskowany. Żadna z czeskich partii politycznych nie miała pozytywnego programu wobec Polaków. Najbardziej wrogi stosunek prezentowali przedstawiciele Czechosłowackiej Partii Narodowo-Socjalistycznej oraz Czechosłowackiej Partii Ludowej, głoszący hasła wysiedlenia Polaków, wymiany ludności lub asymilacji. Jedynie Komunistyczna Partia Czechosłowacji obiecywała Polakom zakończenie represji i to w niej wielu widziało jedynego obrońcę. „Głos Ludu”, jedyna ukazująca się wtedy polska gazeta na Zaolziu, była organem KPCz. Nadal jednak żywiono nadzieje na przyłączenie Zaolzia do Polski – pomimo panującej tam sytuacji politycznej.
Także komunistyczna Polska podniosła roszczenia do Zaolzia. W połowie czerwca 1945 oddziały ludowego Wojska Polskiego zostały skoncentrowane na Śląsku Cieszyńskim. Czechosłowacja odrzuciła wysuwane przez polskich komunistów żądania wszczęcia rozmów na temat korektur granicznych na Zaolziu. Rząd w Warszawie nie chciał podejmować interwencji zbrojnej bez przyzwolenia Stalina. 18 czerwca przywódca ZSRR odradził akcję zbrojną, zalecając rozwiązanie kwestii terytorialnych na konferencji pokojowej w Paryżu. Nie zależało mu na natychmiastowym wygaszeniu konfliktu, gdyż utrzymywanie stanu wrogości pomiędzy Polską i Czechosłowacją ułatwiało mu realizowanie własnej polityki wobec tych krajów.
W kolejnych latach utrzymywało się więc napięcie pomiędzy obu państwami, przy czym strona czechosłowacka trwała na stanowisku, że Zaolzie nie jest terenem spornym i o korektach granic można mówić jedynie w wypadku ziemi kłodzkiej, raciborskiej i głubczyckiej, wobec których zgłaszała własne roszczenia. Jednocześnie w Czechosłowacji dalej umacniała się pozycja komunistów, którzy w wyborach w maju 1946 w skali całego kraju uzyskali ponad 40% poparcia.
Na samym Zaolziu Polacy odczuwali stale niepewność swojej sytuacji. Część polskich szkół funkcjonowała (wznowiło działalność gimnazjum w Orłowej, a w Czeskim Cieszynie powstało kolejne polskie gimnazjum), wiele placówek zostało jednak zamkniętych; funkcjonariusze czeskich organów policyjnych lub służb bezpieczeństwa dokonywali aresztowań, rewizji, a nawet pobić. Miały też miejsce zabójstwa, jak hutnika Józefa Pietrońca z Trzyńca. Utrudniano rehabilitację niektórych Polaków, którzy w czasie wojny przyjęli volkslistę, z drugiej strony zaś wielu kolaborantów lub funkcjonariuszy hitlerowskich organizacji zaadaptowało się w nowej sytuacji, opowiadając się po stronie nowej władzy. Ułatwiano rehabilitację tym, którzy zadeklarowali się jako Czesi. Polaków, którzy zamieszkali na Zaolziu po 1938 roku (często chodziło jednak o autochtonów, którzy opuścili Zaolzie po 1920 roku), nazywano okupantami i zmuszano do wyjazdu do Polski. Podobnie określano Zaolziaków, którzy zachowali obywatelstwo polskie przez całą wojnę i nie przyjęli volkslisty.
Po polskiej stronie granicy organizowano pomoc dla uciekinierów z Zaolzia. W Cieszynie funkcjonował komitet zaolziański pod przewodnictwem Karola Musioła, zrzeszający działaczy, zaangażowanych na rzecz przyłączenia Zaolzia do Polski. Usiłował on wpływać na politykę Warszawy, utrzymywał kontakty z Zaolziakami, zbierał informacje na temat represji władz czechosłowackich i prześladowań Polaków. Władze w Warszawie powołały tzw. Sztab Zaolziański, specjalną komórkę mającą zająć się przygotowaniem do przejęcia władzy na Zaolziu. Kierował nim mjr Stanisław Mazurek, występujący pod pseudonimem „Kwiatkowski”.
Działalność tych struktur osłabła po 10 marca 1947, kiedy to (znowu nie bez nacisków Stalina, tym razem wobec Czechosłowacji) doszło do podpisania układu o przyjaźni i wzajemnej pomocy wraz z załącznikiem, w którym oba państwa zobowiązywały się do zapewnienia praw swoim mniejszościom na zasadzie wzajemności oraz gwarantowały im możliwość zakładania stowarzyszeń, szkół i spółdzielni. Pozwoliło to na powstanie Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego, Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej i odrodzenia polskich klubów sportowych. Kwestia granic miała zostać ostatecznie rozwiązana w ciągu dwóch lat od podpisania układu, ostatecznie jednak istniejący stan rzeczy w tej kwestii zatwierdzono dopiero w 1958 roku.
Konflikt narodowościowy toczył się na tle umacniającej się władzy komunistów w Europie Środkowej i ich dążenia do wprowadzenia rządów totalitarnych. Dramat Polaków na Zaolziu polegał na tym, że Polska, której powrotu oczekiwali, nie była państwem niepodległym, lecz rządzonym przez ludzi, dla których ważny był przede wszystkim interes Moskwy. Z kolei w Czechosłowacji jedynie KPCz, dążąca do wprowadzenia u siebie sowieckiego totalitaryzmu, była skłonna przychylnie ustosunkować się do Polaków, zaś stronnictwa uosabiające w Czechach wartości demokratyczne wobec Polaków występowały w sposób skrajnie negatywny i dążyły do pozbawienia ich wszelkich praw.
Tymczasem w lutym 1948 czechosłowaccy komuniści, korzystając z kryzysu rządowego, przejęli całkowitą władzę w państwie. Przedstawiciele narodowych socjalistów i ludowców zostali usunięci ze stanowisk na wszystkich szczeblach administracji, część z nich przyłączyła się do komunistów. Ludność polska na Zaolziu odebrała ten fakt jako ulgę, konflikty zostały wyciszone. Wielu mieszkańców Śląska Cieszyńskiego nie zdawało sobie sprawy z prawdziwego charakteru komunistycznego totalitaryzmu, inni odnaleźli się w nim bardzo szybko, ponownie dostosowując się do nowych warunków.


---------------------------
Paweł Guznar:

Po oswobodzeniu Cieszyna przez Armię Czerwoną w dniu 3 maja 1945 w Cieszynie Wschodnim powstała komenda Milicji Obywatelskiej i Tymczasowa Rada Narodowa pod przewodnictwem profesora Stonawskiego. Po przybyciu do siedziby komendy MO z obywatelem Santariusem zgłosiliśmy się obaj u prof. Stonawskiego, pytając, dlaczego nie jest Cieszyn Zachodni obsadzony przez MO. Niestety dobra chęć prof. Stonawskiego, który chciał nam przyjść z pomocą, tłumacząc się, że Cieszyn Zachodni nie ma połączenia z Cieszynem Wschodnim, została przez pijane otoczenie zlekceważona, gdyż celem jego było tylko rabowanie. Myśmy wtenczas wytłumaczyli im, że połączenie jest przez żelazny most kolejowy. Tłumaczenie było zbyteczne. W tym czasie Czesi stworzyli już milicję swoją pod przewodnictwem prażaka Svobody
W dniu 4 maja głosimy się znów w Komendzie MO w Cieszynie Wschodnim, lecz bezskutecznie. Wtedy zbiera się grupa Zaolzian na naradę i swoje obrady przenosi do hotelu Polonia w Cieszynie Zachodnim, tworząc osobną Komendę Milicji dla Zaolzia, obsadzając w Cieszynie Zachodnim pocztę, dworzec, hotele, połowę starostwa, i inne gmachy państwowe, wysyłając równocześnie swoje patrole na miasto. W dniu 5 maja rano została utworzona Rada Narodowa dla spraw Zaolzia z siedzibą w hotelu Polonia w Cieszynie Zachodnim.
[…] Po naradach Tymczasowej Rady był w przygotowaniu manifest do ludności zaolziańskiej. W tym czasie wyjeżdżają już łącznicy do poszczególnych miejscowości z rozkazami od Rady. O godzinie 11.00 przed południem zjawia się kapitan rosyjski Balajan w towarzystwie generała dr. Wolnego [Volný nie miał stopnia generała], który występował w mundurze armii czeskiej wraz z adiutantem porucznikiem. […] Po skomunikowaniu się z nami kapitana Balajana ten kazał nam opuścić Polonię do pół godziny, powołując się na obecnego przedstawiciela armii CSR generała Wolnego, który został mianowany ze strony władz czeskich komendantem Milicji na Zaolzie. Tłumaczenia kapitanowi Balajanowi, że gen. Wolny jest kapitanem armii niemieckiej nie odniosły skutku, bo kapitan Balajan był fałszywie informowany przez Wolnego i jego klikę. Wobec takiego obrotu sprawy Rada rozwiązała się, nie chcąc dopuścić do niepotrzebnych incydentów, mimo burzliwej demonstracji Polaków przed hotelem Polonia.

Cieszyn, 3–5 maja 1945
Książnica Cieszyńska, Archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego w Cieszynie, sygn. 030.36/1, sprawozdanie Pawła Guznara, Cieszyn, 30 kwietnia 1946.

---------------------------
Czeska kronika Trzyńca:

3 maja w Domu Robotniczym utworzono pierwszą radę narodową, której przewodniczącym został obywatel narodowości polskiej pan Franciszek Pitucha. Członkami rady narodowej byli przeważnie obywatele narodowości polskiej. Pierwsza rada narodowa od razu zabrała się do pracy. […] Pierwszym zadaniem rady narodowej była naprawa mostów i dróg i zapewnienie mieszkańcom aprowizacji. Natychmiast po powołaniu rady narodowej utworzono pierwszą milicję, składającą się przeważnie z obywateli narodowości polskiej, której zadaniem było zabezpieczenie mienia Niemców, którzy uciekli, oraz porządku w mieście. Od razu zabezpieczono mienie wszystkich Niemców, niemieccy funkcjonariusze zostali zatrzymani i internowani w obozie na Borku.
10 maja wstąpiły do naszego miasta pierwsze jednostki czechosłowackiej armii zagranicznej, prowadzone przez porucznika Solivajsa. Armia Czechosłowacka została zakwaterowana w pomieszczeniach hotelu Central i przejęła służbę porządkową w mieście. W tym czasie do Trzyńca przyszli pierwsi członkowie Korpusu Bezpieczeństwa Narodowego (Sbor národní bezpečnosti), podlegający komendzie powiatowej we Frydku i około 70-osobowa milicja z Frydku, dowodzona przez podporucznika Šindlera. […]
Ponieważ pierwsza rada narodowa miała zbyt jednostronny skład, który spychał obywateli narodowości czeskiej do mniejszości, a oprócz tego reprezentował stanowisko, że kwestia granic Śląska Cieszyńskiego nie jest jeszcze rozstrzygnięta, obywatele narodowości czeskiej byli zmuszeni dowoływać się swoich praw i powołania nowej rady narodowej, która stałaby na gruncie czechosłowackiego państwa i broniła sprawiedliwych interesów wszystkich mieszkańców, którzy mieli szczere intencje wobec Republiki Czechosłowackiej. Zwrócono się do dowódcy tutejszej czeskiej załogi, pana por. Solivajsa, który zwołał ówczesną radę narodową i przedstawicieli ludności czeskiej do siedziby Miejscowej Rady Narodowej i oświadczył, że jako żołnierz, który walczył za Republikę Czechosłowacką, ma obowiązek bronić interesów tej republiki i dlatego należy w tym duchu powołać miejscową administrację. Czescy przedstawiciele zaproponowali listę kandydatów, w której uwzględniono miejsca dla obywateli narodowości polskiej. Ta lista kandydatów została następnie przedstawiona publicznie na zebraniu w Domu Robotniczym i zaproponowani kandydaci zostali wybrani przez obecnych na członków nowej Miejscowej Rady Narodowej.
Nowo wybrany przewodniczący, pan Bohumil Huvar, od razu musiał zorganizować organy zarządzania Miejscowej Rady Narodowej, zarówno od strony administracyjnej, jak personalnej. Ponieważ sekretarz poprzedniej rady był obywatelem innego państwa i nie znał dostatecznie języka państwowego, sam uznał, że nie może pozostać na swoim stanowisku i dobrowolnie podał się do dymisji. Na jego miejsce powołano jako sekretarza pana Oto Kotasa. […]
Stosunkowo łatwo powstrzymano konflikty narodowościowe. W Trzyńcu powiewały już tylko czechosłowackie flagi, ale w okolicznych wioskach, przede wszystkim w Lesznej Dolnej, było inaczej i organy bezpieczeństwa musiały interweniować. Przewodniczący poprzedniej rady narodowej, pan Franciszek Pitucha, twierdził, że mogą wisieć zarówno czechosłowackie, jak polskie flagi, ale przede wszystkim należy wywieszać flagi w kolorze czerwonym, co w czasie jego urzędowania jako przewodniczącego czyniono i praktykowano.

Trzyniec, 3–10 maja 1945
Státní okresní archiv Frýdek-Místek, Kronika Trzyńca.

---------------------------
Bolesław Wronka (członek milicji):

Komendantem milicji był Janek Hławiczka z Lesznej Dolnej. Było nas chyba trzydziestu. Wysyłał nas dwójkami na ulice Trzyńca. Zawsze dziesięciu milicjantów było w gotowości. [10 maja] szedłem w stronę Lesznej, a właśnie szli „legionarze” [wojsko czechosłowackie], których prowadził Wencel Orság. Pobiegłem do Hławiczki i mówię mu, co się dzieje. Przyszli legionarze z pepeszami. My mieliśmy karabiny, ale podnieśliśmy ręce do góry. Hławiczka wyciągnął białą flagę i poddaliśmy się. Orság przejął komendę nad całą milicją, która przeszła w czeskie ręce.
W Trzyńcu na Borku były te lagry, w których za Niemców przebywali polscy jeńcy, Żydzi i Rosjanie. Teraz umieszczono tam Niemców. Kiedyś oni gnali nas na roboty, a teraz my mieliśmy zmuszać ich miasto zamiatać. Gdy powiedziano mi, że mam tam służyć, to odmówiłem i odszedłem z milicji. Chciałem się dostać z powrotem do huty, bo pojawiło się obwieszczenie, że przyjmują dawnych pracowników huty, ale usłyszałem, że „To platí jen pro ty, co mají českou národnost”.

Trzyniec, 10 maja 1945
Archiwum Historii Mówionej Ośrodka KARTA, sygn. AHM-Z-179, Relacja Bolesława Wronki, 1922–2009.

---------------------------
Łada Krumniklowa:

Po wyzwoleniu, wszystkich bogumińskich Niemców, którzy zostali, wytykano palcami, bardzo poniżano. Robili to niestety miejscowi. W obozach zamknięto głównie kobiety – Niemki lub żony Niemców, które w czasie wojny podpisały Volkslistę. One mówiły doskonale „po naszemu”. Teraz musiały wykonywać upokarzające prace, myć wychodki i zamiatać ulice. Część z nich wyjechała potem na Zachód, ale niektóre panny zostały tutaj i szybko wyszły za mąż za Czechów. Ich dzieci już były wychowywane jako Czesi.
Byłam świadkiem rabowania poniemieckich mieszkań. Właściwie to były domy Czechów, przejęte w 1938 roku przez Polaków, a w czasie wojny przez Niemców, którzy teraz uciekli i zostawili swoje rzeczy w piwnicach, ułożone w skrzyniach. Nastoletni chłopcy dla zabawy rozbijali cenne miśnieńskie porcelany, przecudne rzeczy. Sowieci też rabowali. Wynosili z mieszkań przepiękne obrazy i wyrzucali na stosy śmieci.

Nowy Bogumin, maj 1945
Zaolzie. Polsko-czeski spór o Śląsk Cieszyński 1918–2008 Warszawa 2008, s. 29.

---------------------------
Ze wspólnej odezwy kierownictw Polskiej Partii Robotniczej, Polskiej Partii Socjalistycznej, Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego oraz Polskiego Związku Zachodniego do Zaolziaków:

Zapewniamy was, że Naród Polski uczyni wszystko, by w razie potrzeby przyjść wam z pomocą.

Rzeczpospolita 17 czerwca 1945.

---------------------------
Marszałek Michał Rola-Żymierski:

Sprawa Zaolzia nabiera znaczenia europejskiego. Nie przyznajemy Czechom prawa do Zaolzia, próbujemy tę sprawę rozstrzygnąć na drodze rozmów. O ile nie będzie zrozumienia u sąsiada – wyjście znajdziemy. Pod tym względem Rząd Tymczasowy nie jest tylko rządem do rozmów. Pokrzywdzonych musimy obronić.

Katowice, 17 czerwca 1945
Marek Kazimierz Kamiński Polsko-czechosłowackie stosunki polityczne 1945–1948 Warszawa 1990, s. 99.

---------------------------
Fragment zapisu posiedzenia rządu czechosłowackiego:

Prezes Rady Ministrów Zdeněk Fierlinger dodaje, że dziś w nocy o godzinie 1.00 ambasador [ZSRR Walerian] Zorin zawiadomił go, że rządowi sowieckiemu udało się skłonić rząd polski do powstrzymania się od przelewu krwi za wszelką cenę. Rząd polski zgodził się dopiero po długich sporach. Jednocześnie ambasador Zorin przekazał zaproszenie rządu sowieckiego, żeby rząd czechosłowacki do Moskwy, gdzie obecnie przebywają ważniejsi przedstawiciele rządu polskiego, wysłał delegację, która omówiłaby z Polakami wszystkie sporne kwestie.

Praga, 18 czerwca 1945
Státní politika vůči polské menšině na Těšínsku v letech 1945-1949. Výběrová edice dokumentů, ed. Jiří Friedl, Praha-Český Těšín 2011, s. 49

---------------------------
Wanda Cejnar (mieszkanka Orłowej):

Ojciec udał się do polskiej ambasady w Bukareszcie i powiedział, że chce wracać na Zaolzie. Powiedzieli mu: „Tak, to należy do Polski i wydajemy panu polski paszport”. Z tym polskim paszportem różnymi sposobami usiłował przedostać się na teren Polski. Podróżował głównie pociągami towarowymi albo tak zwanymi „byczokami”, którymi zwykle przewoziło się bydło. Dopiero na terenie Polski dowiedział się, że Zaolzie należy do Czechów. Tego się bardzo obawiał i pojechał do swojego brata Gustawa Koniecznego w Marklowicach [Górnych, po polskiej stronie granicy]. Wujek przyszedł do nas piechotą do Orłowej, żeby powiedzieć, że ojciec wrócił. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Chyba od roku nie mieliśmy od niego żadnych wiadomości, ponieważ front się zbliżał i listy nie dochodziły. Poszłyśmy z mamą piechotą do Marklowic. Jak weszłyśmy do mieszkania wujków to ojciec patrzył na mnie jak na zupełnie obcą osobę, ponieważ opuścił 8-letnie dziecko, wtedy sięgałam mu ledwie ponad kolana, a w 1945 roku mierzyłam już tyle, ile przez całe dorosłe życie – 168 cm. Strasznie szybko rosłam i miałam długie warkocze. Poznałam ojca, ale tyle lat żeśmy się nie widzieli, że to był dla mnie jakby obcy człowiek. Właściwie już do śmierci ojca nie mogłam znaleźć z nim takiego bliskiego kontaktu, jaki miałam z matką. […]
Potem ojciec wrócił do domu, ale był tak schorowany, że nie mógł już iść do pracy i musiał ubiegać się o emeryturę. Wezwano go do urzędu miasta i powiedziano mu, że emerytura mu się nie należy, bo pracował dla kapitalistów. Ojca to bardzo zabolało, mama była oburzona i znowu było trzeba pisać aż do Pragi, żeby dostał jakąś bardzo mizerną emeryturę. Było to 700 koron, to było strasznie mało. Mama musiała pójść do pracy.

Orłowa, 1945
Archiwum Historii Mówionej Ośrodka KARTA, sygn. AHM-076, Relacja Wandy Cejnar, 1931–2011.

---------------------------
Anna Łogiewowa:

Mąż mój Ludwik Łogiewa, urodzony w Boguminie, został po oswobodzeniu Bogumina ustanowiony przez władze Armii Czerwonej przewodniczącym reprezentacji miejscowej ludności. Jako jego zastępca wybrany był Pospíšil Florian, narodowości czeskiej. W charakterze pierwszego przedstawiciela ludności urzędował mąż mój przez okres mniej więcej 3 tygodni, mimo że na skutek zwiększającego się nacisku Czechów przedstawicielstwo ludności przybrało już nazwę Narodniho Vyboru.
W dniu 19 czerwca br. zjawiło się w naszym mieszkaniu dwóch panów w cywilnym ubraniu i przeprowadzili rozmowę z moim mężem. Treść rozmowy jest mi nieznana i tylko, gdy zauważyłam, że mąż mój wychodzi razem z tymi panami, zapytałam, o co się rozchodziło. Mąż mój odpowiedział, że wychodzi z tymi panami, gdyż chce sprawę wyjaśnić na rosyjskiej komendzie. Od tej pory ślad po moim mężu zaginął. Zapytywania tak na rosyjskiej komendzie, jak i na policji nie dały żadnego wyniku, gdyż i w jednym i drugim miejscu oświadczono mi, że nakazu aresztowania męża nie było i ani jedna ani druga władza nie wiedziała, gdzie mąż mój może się znajdować. […] Dopiero w dniu 16 lipca br. dowiedziałam się w drodze prywatnej, że mąż mój znajduje się w więzieniu w Mor[awskiej] Ostrawie, dlatego proszę o interwencję u odpowiednich czynników w kierunku uwolnienia mojego męża.

Cieszyn, 17 lipca 1945
Książnica Cieszyńska, Archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego w Cieszynie, sygn. 30.2.68, Protokół spisany w Cieszynie w dniu 17 lipca 1946.

---------------------------
Protokół spisany dnia 20 czerwca 1945 o aresztowaniu Tadeusza Santariusa, lat 19, zamieszkałego w Trzyńcu:

Dnia 15 czerwca 1945 o godz. 22.00 weszło do mieszkania Emilii Santariusowej w Trzyńcu kilku żołnierzy czechosłowackich i milicjantów, których nazwisk stwierdzić nie można, ze słowami: „Gdzie jest ta świnia polska, co ma te letaki [ulotki]?”. Matka wymienionego oświadczyła, że żadnych letaków nie ma, na co jej odpowiedziano, że chcą tę świnię polską, która ma ulotki. Weszli do pokoju, gdzie się Tadeusz Santarius znajdował i podskoczywszy ku niemu zaczęli go policzkować, domagając się od niego ulotek, których pono cały plik posiada. Ten oświadczył, że ma tylko jedną, którą dostał od nieznanego człowieka, idąc z Cieszyna, gdzie był popatrzeć się na odkopywanie pomordowanych na cmentarzu żydowskim przez hitlerowców Polaków. Ci jednak zarzucali mu, że szedł do Cieszyna naprzeciw wojsku polskiemu, aby je prowadzić na Zaolzie. Gdy matka wymienionego prosiła, by jej syna nie bito, że dopiero przed dwoma dniami wrócił schorowany z obozu, gdzie był przez Niemców trzymany i używany do ciężkich robót, to ją zwymyślano i oświadczono jej, że mąż jako były policjant polski w roku 1938 przybył tu tylko po to, aby wyrzucać Czechów. Gdy mu na to odpowiedziała, jeden z żołnierzy potrącił ją, że potoczyła się do drugiego pokoju. W domu przeprowadzono rewizję, szukając ulotek, których tam wcale nie było. Grożąc pomszczeniem się i wyzywając do polskich świń, zabrano Tadeusza Santariusa do auta i wywieziono w niewiadomym kierunku
Świadkami zajścia są Emilia Santariusowa, Wanda Santariusowa oraz troje dzieci Emilii Santariusowej.

Trzyniec, 20 czerwca 1945
Książnica Cieszyńska, Archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego w Cieszynie, sygn. 30.2.66, Protokół spisany dnia 20.6. 1945 o aresztowaniu Tadeusza Santariusa, lat 19, zamieszkałego w Trzyńcu.

---------------------------
Rezolucja delegatów ludności zaolziańskiej do Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej uchwalona na zebraniu, na którym przewodniczył inż. Karol Musioł:

Zebrani w dniu 16 lipca 1945 w Cieszynie delegaci ludności zaolziańskiej, reprezentujący wszystkie gminy, wchodzące przed wojną w skład Województwa Śląskiego, dziękują Rządowi za mocną postawę w sprawie przyłączenia Zaolzia do Polski.
Zważywszy, że mimo zwycięstwa demokracji i mimo szczerej z naszej strony chęci zgodnego współżycia z bratnimi narodami czeskim i słowackim – panujące na Zaolziu stosunki wywołują coraz większe zgrzyty, zaś szykany stosowane przez miejscowe czynniki czeskie wobec ludności polskiej wytwarzają atmosferę wzajemnej nieufności tak w chwili obecnej jak i na przyszłość – prosimy o spowodowanie jak najrychlejszego załatwienia problemu zaolziańskiego w myśl słusznych praw Polski.

Cieszyn, 16 lipca 1945
Książnica Cieszyńska, Archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego w Cieszynie, sygn. 30.20.8, Odpis rezolucji z 16 lipca 1945.

---------------------------
Kpt. Stanisław Mrowczyk (Zaolziak, oddelegowany do „Sztabu Zaolziańskiego”, tajnej komórki Wojska Polskiego):

Zadania w skrócie przedstawiały się następująco: podlegając mjr. [Stanisławowi] Mazurkowi, który osobiście miał utrzymywać kontakt z odpowiednimi władzami – miałem wziąć udział w zorganizowaniu nad granicą polsko-czechosłowacką komórki nadzorującej sytuację na granicy. Komórka miała za zadanie przeciwdziałać antypolskiej działalności Czechów. Do jej zadań należało też przygotowanie rychłego zajęcia Zaolzia: przygotowanie bezawaryjnego zajęcia przemysłu, zorganizowanie odpowiedniej siatki czy organizacji, która weźmie udział w przejęciu Zaolzia, zorganizowanie, o ile to się uda, rady narodowej – zalążka przyszłej administracji, prowadzenie akcji propagandowej przez dystrybucję na Zaolziu ulotek antyczeskich oraz ewentualnie wydanie „podziemnej” gazetki. Jednym z zadań było objęcie nadzorem działalności różnego rodzaju ruchów społecznych polskich, działających w sprawie objęcia Zaolzia. Nasza komórka miała podejmować działania, jakie wynikną w trakcie jej pracy, a które na razie nie są przewidywalne. Było ich potem wiele, o czym poniżej.
Władzami, z którymi mieliśmy się kontaktować za pośrednictwem mjr. Mazurka, były: roboczo – Naczelnik Wydziału Południowo-Wschodniego MSZ [Wiesław] Sobierajski, Jakub Berman – grający prawdopodobnie podstawową rolę w tej akcji, premier [Edward] Osóbka-Morawski, w pewnym sensie także marszałek Rola-Żymierski.

Cieszyn, lipiec 1945
Stanisław Mrowczyk Sztab Zaolziański. Wspomnienia z działalności grupy powołanej w 1945 r. mającej poczynić przygotowania do przejęcia Zaolzia przez Polskę „Przegląd Historyczny” 93 (2002), nr 2, s. 214.

---------------------------
Otmar Strokosz (mieszkaniec Zaolzia, w czasie wojny żołnierz AK):

Nurtowało mnie bolesne poczucie niesprawiedliwości, dlaczego Zaolzie – rdzennie polskie ziemie, na których w pierwszych dniach wolności po hitlerowskiej okupacji społeczeństwo samorzutnie wywieszało biało-czerwone flagi, będąc w 100 procentach przekonanymi, że ziemie te są ziemiami Rzeczypospolitej Polskiej, znowu zostały w podstępny sposób zagarnięte przez Czechów. […] [W Polsce] Mikołajczyk organizował silną opozycję Polskiego Stronnictwa Ludowego – co się na pewno Moskwie nie podobało. Natomiast Czesi oflagowaniem swojej republiki czerwonymi sztandarami, gwiazdami i portretami Stalina Moskwie zaimponowali, jako wierni oddani sojusznicy. Te wydarzenia aktywizowały mnie w poszukiwaniu możliwości w udzielaniu się w życiu politycznym. Rozumowałem w prosty sposób, że jeśli udzielałem się na Kresach w imię Ojczyzny, to dlaczego miałbym się teraz nie udzielać, kiedy chodzi o moje rodzinne strony – Zaolzie! W tym temacie przeprowadziłem rozmowę z p. Kalicińskim Stanisławem, byłym współpracownikiem Armii Krajowej na Kresach, p. Bąbenkiem, działaczem PSL, p. Goralem, starostą powiatu Bielskiego i p. Dwornikiem, inspektorem PUR-u [Państwowego Urzędu Repatriacyjnego]. W przeprowadzonych rozmowach byliśmy jednomyślni, że powinniśmy działać na rzecz obozu Mikołajczyka. Starosta [powiatu bielskiego] Gocal zlecił mi do przeprowadzenia przez Czeską granicę dwu łączników, którzy udają się na Zachód celem przekazania meldunków, między innymi o sytuacji Zaolzia, co mi bardzo odpowiadało

Bielsko-Biała, lato-jesień 1945
Otmar Strokosz W Armii Krajowej – z Zaolzia przez okupowany Lwów do III–ciej Rzeczypospolitej Kraków 1994, s. 164–165

---------------------------
Kpt. Stanisław Mrowczyk:

Rzeczą znamienną jest fakt, że pomimo prowadzenia skomplikowanej działalności nie nawiązaliśmy żadnej łączności czy kontaktu z miejscową bezpieką, uważając, iż nasza misja jest wyższej rangi, chociaż instytucja ta, jak się później okazało, często komplikowała naszym wysłannikom – dziś nazwalibyśmy ich agentami – działanie, a nawet wsadzała ich do paki i było trzeba ich stamtąd wyciągać.
[…] Punktami zapalnymi prócz Zaolzia były przede wszystkim okolice Raciborza i Kłodzka. Okolice te były penetrowane przez czeskich agitatorów działających na rzecz oderwania tych terenów od Polski i przyłączenia do Czechosłowacji. Agitatorzy, nierzadko w przebraniu jako zakonnicy, nawiedzali mieszkańców, usiłując zbierać podpisy pod apelem o zmianę granic na korzyść Czechosłowacji.
Nasze działania opieraliśmy na młodzieży, która uciekła z Czechosłowacji do Polski. Ludzie ci meldowali się zwykle u władz w Cieszynie i bywali zakwaterowani częściowo w zabudowaniach seminarium nauczycielskiego w Cieszynie. […] Nasi wybrańcy biegle znali język czeski i podając się za czeskich agitatorów uzyskiwali informacje o działaniach konkretnych często ludzi z tamtej strony. Efektem tej działalności były areszty agitatorów. Pamiętam, że w więzieniu w Cieszynie było ich około dwudziestu.

Cieszyn, lipiec 1945–48
Stanisław Mrowczyk Sztab Zaolziański. Wspomnienia z działalności grupy powołanej w 1945 r. mającej poczynić przygotowania do przejęcia Zaolzia przez Polskę „Przegląd Historyczny” 93 (2002), nr 2, s. 216–217.

---------------------------
Otmar Strokosz:

Zawieziono mnie do Urzędu Bezpieczeństwa [w Bielsku-Białej] przy ul. Krasińskiego. […] jeszcze w tym samym dniu dowiedziałem się o zatrzymaniu p. Kalicińskiego, starosty Gocala i jeszcze paru innych […] Dotychczas zatrzymywany bywałem, ale przez obcych, przez wrogów, których okłamywałem z obowiązku konspiracyjnego dla dobra polskiej sprawy. Wychowany byłem przez działaczy „Polonijnych”, gdzie wpajano w nas nie politykę, a szlachetny patriotyzm, taki patriotyzm, który nakazywał nam, by Polak Polakowi zawsze był bratem.
[…] Taki nieludzki cios wyzwalał we mnie nie strach, był mi on w tym czasie obcy, zaczął i wyzwolił we mnie nie do opisania żal i poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, bo nie okupant czy tyran, ale pseudo-Polak każe mi myśleć o tym, że nie każdy Polak jest Polakowi bratem. […] Po paru dniach przewieziono nas zaplandeczonym samochodem ciężarowym do więzienia w Będzinie. W czasie przewozu spadł na mnie dodatkowy cios. Otóż zauważyłem, że wraz z nami jako aresztant jedzie i mój brat Strokosz Franciszek, który absolutnie w niczym w polityce nie był zaangażowany, a jak się później okazało, zatrzymany został tylko dlatego, że był moim bratem. […] W Będzinie przesłuchiwała mnie kobieta w chustce na głowie. Była bardzo ordynarna. Jej co drugie słowo to wyrażenie „ty skurwysynie…”. Groziła mi, że jak nie powiem prawdy, na rzecz jakiej organizacji działałem i kto i ile nam za to płacił – to pojedziemy na białe niedźwiedzie, bo taka jest umowa ze Związkiem Radzieckim. Po parunastu dniach przewieziono nas nocą również samochodem towarowym do więzienia warszawskiego na Mokotowie.

Bielsko-Biała, listopad 1945
Otmar Strokosz W Armii Krajowej – z Zaolzia przez okupowany Lwów do III–ciej Rzeczypospolitej Kraków 1994, s. 168–170.


---------------------------
---------------------------
Memorandum czeskich pracowników kultury ze Śląska Cieszyńskiego do rządu czechosłowackiego:

Dlatego domagamy się od rządu CSR, żeby o zmianach terytorialnych w rejonie cieszyńskim negocjowano tylko w takim wypadku, gdy chodziłoby o zrealizowanie pragnienia mieszkańców całego Śląska Cieszyńskiego dotyczącego połączenia obu jego części aż po rzekę Białkę w ramach Republiki Czechosłowackiej.
Żądanie to podnosimy przede wszystkim dlatego, że Polski Cieszyn od czasów plebiscytu aż do czasów dzisiejszych był ośrodkiem różnorodnej działalności irredentystycznej na Śląsku Cieszyńskim i na Słowacji (Unger i Jehliczka sterowali kiedyś działaniami z Polskiego Cieszyna). Także dzisiaj dostarczane są do nas stamtąd nieprzyjacielskie ulotki i w interesie bezpieczeństwa oraz spokoju Śląska Cieszyńskiego koniecznie trzeba zlikwidować ten ośrodek.
Gdyby połączenie całego Śląska Cieszyńskiego nie było możliwe, niech przedstawiciele rządu bezwzględnie domagają się przynajmniej linii rzeki Wisły. Prawa mniejszościowe, udzielone Polakom na Śląsku Cieszyńskim, przekroczyły już granice wytrzymałości i wzmacniają ducha walki ludności polskiej dążącej do ich wykorzystania w złych celach, a nawet nawołującej do sabotażu gospodarczego. […]
W duchu koszyckiego programu rządowego, głoszącego, że republika jest państwem narodowym Czechów i Słowaków i nie będzie posiadać mniejszości, domagamy się:
1. Natychmiastowego wysiedlenia wszystkich Polaków, którzy przyszli na nasze terytorium po 1938 roku (okupanci),
[…]
4. Aby na Śląsku Cieszyńskim zapewniono spokój na wieczne czasy, niezbędna jest wymiana niespokojnej ludności polskiej, podobnie jak ustaliły to rządy rosyjski z polskim na granicy wschodniej.
[…] Z powodu zbliżających się wyborów gminnych istnieje obawa, że władza w niektórych miejscowościach trafi w ręce ludzi wrogo do nas nastawionych. Ponieważ Polacy nie podlegają u nas służbie wojskowej (brak zaufania), nie powinna mieć ani czynnego ani biernego prawa wyborczego; jesteśmy państwem Czechów i Słowaków.

Czeski Cieszyn, Karwina, 10 grudnia 1945
Státní politika vůči polské menšině na Těšínsku v letech 1945-1949. Výběrová edice dokumentů, ed. Jiří Friedl, Praha-Český Těšín 2011, s. 76–78

---------------------------
Nakaz czechosłowackiego ministerstwa spraw wewnętrznych do przewodniczącego Morawskośląskiej Krajowej Rady Narodowej – ekspozytury w Morawskiej Ostrawie:

Na prośbę ministerstwa spraw zagranicznych w okresie od 1 do 8 stycznia 1946 należy proces wysiedlania faszystowskich Polaków przyhamować, względnie ograniczyć do pojedynczych niebezpiecznych beckowskich faszystów, których pobyt na terytorium republiki stanowi szczególne zagrożenie dla spokoju i porządku publicznego.
Niniejsze postanowienie zostało wydane z powodów politycznych ze względu na rozmowy z polską delegacją, która w podanym okresie będzie przebywać na terenie republiki.
Z wysiedlaniem w dotychczasowej skali należy zaczekać do kolejnego powiadomienia.
Niniejsze polecenie należy uważać za tajne, urzędy i organy przeprowadzające wysiedlanie powinny być powiadomione o jego treści w niezbędnym zakresie, drogą ustną.

Praga, 31 grudnia 1945
Státní politika vůči polské menšině na Těšínsku v letech 1945-1949. Výběrová edice dokumentů, ed. Jiří Friedl, Praha-Český Těšín 2011, s. 85

---------------------------
Pismo Miejscowej Rady Narodowej w Trzyńcu do Wandy Pietrzyk (mieszkanki Trzyńca):

W dzisiejszych czasach, gdy poszczególne państwa czynią wysiłek na rzecz czystości narodowej bazy swojej ludności, z Polski wydalani są obywatele narodowości czeskiej, którzy w Polsce spędzili nieraz nawet kilkadziesiąt lat. Potrzebujemy dla tych obywateli na terenie naszego państwa odpowiednich mieszkań, warunków życiowych i możliwości zatrudnienia. Z powodu ich odejścia z Polski i uzyskania przez Polskę nowych terytoriów odczuwa się tam dotkliwy brak ludności. Ze względu na to, że przyprowadził(a) [się Pani] po 1 października 1938 na nasze terytorium i w związku z tym nie posiada [Pani] czechosłowackiego obywatelstwa ani zezwolenia na pobyt, ani pozwolenia na pracę, apelujemy do Pani o skorzystanie z obecnej odpowiedniej sytuacji do repatriacji do Pani pięknej ojczyzny. Pozwalamy sobie zwrócić Pani uwagę, że w najbliższym czasie odejście to [będzie] ustanowione rządowym rozporządzeniem, a propozycję repatriacji czynimy w Pani własnym interesie, żeby mogła [Pani] odpowiednio wcześnie zapewnić sobie odpowiedni byt w Pani ojczyźnie i wywieźć sobie w spokoju całe swoje mienie. Ze względu na trudną sytuację mieszkaniową, utrudnianą przez kwaterowanie czeskich repatriantów z Polski, którzy z reguły przybywają bez majątku, żałujemy, że nie możemy Pani pozostawić Pani dotychczasowego mieszkania i upraszamy Panią o zwolnienie go do 31 stycznia 1946 i przekazanie w dobrym stanie wydziałowi mieszkaniowemu Miejscowej Rady Narodowej. W wypadku, gdyby tak się nie stało, bylibyśmy po 31 stycznia 1946 zmuszeni do dysponowania Pani mieszkaniem jako zwolnionym, względnie do nakazania jego opuszczenia.
Ostrzegamy Panią, że niniejsze nasze wezwanie zostało wydane na mocy uchwały Miejscowej Rady Narodowej i nie anuluje skutków zarządzeń wyższych instancji, które byłyby mniej przychylne. W takim wypadku w pełnym zakresie obowiązuje zarządzenie wyższych instancji.
Mamy nadzieję, że zrozumie [Pani] powody, które skłoniły nas do przedstawienia tego wezwania, ponieważ kierowaliśmy się Pani własnym interesem. Prosimy jednak o niezwracanie się dalej w tej sprawie do Miejscowej Rady Narodowej, gdyż decyzja ta została wydana ostatecznie i nie wolno udzielać żadnych wyjątków.
W wymienionym wypadku chodzi o Panią i wszystkich członków Pani rodziny.

Trzyniec, 22 grudnia 1945
Książnica Cieszyńska, Archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego w Cieszynie, sygn. 30.35, fotokopia wezwania, tłum. Grzegorz Gąsior.

---------------------------
Sprawozdanie zaolziańskich działaczy PPS ze spotkania z przywódcami PPS w Warszawie:

Premier Ob[ywatel] Osóbka-Morawski: Na naszą prośbę, by dokooptowano do grupy ekspertów kogoś z naszego terenu najpierw lekko oponował, rozumując fałszywie, że chcemy wysunąć delegację z samego Zaolzia (z czechosłowackim obywatelstwem). Gdy wyjaśniliśmy, że chodzi o polskich obywateli, zgodził się w zasadzie.
[…] [Minister spraw zagranicznych Wincenty Rzymowski] również najpierw oponował, tłumacząc nam, że zasadniczo nie potrzeba nowych ekspertów: bronią Zaolzia profesorowie krakowscy, bronią ludzie, którzy od przeszło pół roku tym zagadnieniem w MSZ się zajmują, że nie chodzi o ilość tylko o jakość itd. […]
[Minister sprawiedliwości Henryk Świątkowski] również zgodził się dopiero po dłuższej na ten temat z nami dyskusji. (M. in. tłumaczył: „My po prostu boimy się ludzi, związanych sentymentem i sercem z terenem, o który toczy się spór… polityka nie zna – nie powinna znać sentymentu”.) […] Minister Świątkowski na naszą prośbę, by nas nie zaprzedali, odpowiedział dłuższym przemówieniem, w którym przedstawił problem Zaolzia na tle polityki… światowej… nieomal planetarnej!!! Musimy się dogadać… Musieliśmy się z nim o nasze prawa formalnie kłócić. W pewnym momencie miałem ochotę powiedzieć mu, że nie wiem, czy mówię do polskiego czy do czeskiego ministra. […]
[Józef Cyrankiewicz, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych przy Krajowej Radzie Narodowej i sekretarz generalny PPS zrobił] na nas najlepsze wrażenie. Powiedział m.in. też o błędach sanacji […]. Bez ogródek jasno powiedział, że będą nas chcieli za np. Kłodzko czy co innego nawet wymienić, że dadzą nawet dwa razy więcej terenu.

Warszawa, 28 stycznia 1946
Archiwum Państwowe w Katowicach, Oddział w Cieszynie, Spuścizna Emanuela Guziura, sygn. 58, Z rozmów przeprowadzonych w Warszawie dnia 28 stycznia 1946.

---------------------------
František Uhlíř (poseł, Czechosłowacka Partia Narodowo Socjalistyczna) w Tymczasowym Zgromadzeniu Narodowym:

Niech mi będzie wolno przedstawić pragnienie i wolę wiernego ludu śląskiego, który domaga się, żeby mniejszość polska na Śląsku Cieszyńskim, która stanowi nieustanne źródło niepokoju i sporów, została przeniesiona od nas do Polski. (Oklaski) Wysoka Izbo, na zawsze pozostaniemy wdzięczni i stale zobowiązani Związkowi Sowieckiemu za to, że dał sygnał do usuwania sporów pomiędzy narodami i państwami i zapobiegania wojnom poprzez forsowanie zasady budowania homogenicznych państw narodowych i przesuwanie mniejszości narodowych, które zawsze stanowiły przyczynę tarć i pretekst do wojen. W pełni akceptujemy ten sowiecki punkt widzenia i stoimy za nim manifestacyjnie. (Oklaski) Jest to rozwiązanie naprawdę nowoczesne i postępowe, które może bardzo pomóc w utrzymaniu pokoju na świecie. […] W interesie przyszłego spokojnego współżycia czechosłowacko-polskiego leży to, aby cała mniejszość polska na Śląsku Cieszyńskim przeniosła się do Polski i żeby wszyscy Czesi i Słowacy, żyjący na terytorium polskim, przeprowadzili się do nas. (Oklaski)

Praga, 8 marca 1946
http://www.psp.cz/eknih/1945pns/stenprot/039schuz/s039008.htm

20
---------------------------
Fragment jednego z raportów zgromadzonych przez Polski Związek Zachodni, Oddział w Cieszynie:

Dnia 12 marca 1946 został zaaresztowany kierownik polskiej szkoły w Koszarzyskach Gustaw Zuczek. Piastował on m.in. godność prezesa Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Sportowego „Beskid Śląski” w Czechosłowacji. Wymieniony został wywieziony do więzienia śledczego w Czeskim Cieszynie. Powodu aresztowania nie podano.
W rozmowach ze znajomymi Zuczek nie ukrywał tego, że się spodziewa jakiegoś kawału ze strony Czechów, ponieważ miejscowi Czesi publicznie rozpowiadają, że „Zuczek niebawem zniknie z Koszarzysk, a potem damy już sobie radę z polską szkołą”. Szkoła, którą prowadził aresztowany Zuczek, liczy 82 dzieci, natomiast szkoła czeska w tej samej miejscowości zaledwie 30. Rodzice pomimo nacisku i agitacji ze strony czeskiej wysyłają dzięki Zuczkowi swoje dzieci do szkoły polskiej. Oprócz tego był obyw[atel] Zuczek sekretarzem gminnym i cieszył się wielkim zaufaniem miejscowej ludności, która ze wszystkimi sprawami odnosiła się jedynie do niego.
Z powodu intryg i machinacji stronnictw czeskich (zwłaszcza nar[odowo] soc[jalistycznych] beneszowców) Zuczek zrzekł się tej funkcji. Przez usunięcie tej wybitnej polskiej jednostki, spodziewają się miejscowi szowiniści czescy znacznego osłabienia żywiołu polskiego w Koszarzyskach.

Cieszyn, marzec 1946
Książnica Cieszyńska, Archiwum Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego w Cieszynie, sygn. 30.2.233, Raport z Koszarzysk z marca 1946.

---------------------------
Józef Franek (nawigator RAF):

Na powrót do domu zdecydowałem się dopiero po otrzymaniu listu od ojca. „Będziesz mógł uczyć, mamy znów polskie szkoły, ale brakuje nauczycieli, bo wielu zginęło w czasie wojny” – czytałem. Apelował, żebym wracał na Zaolzie jak najprędzej. Miałem skończoną szkołę oficerską, niedawno otrzymałem awans na podporucznika i upragnioną „gapę”, czyli odznakę nawigatora. Mogłem myśleć o karierze wojskowej, ale postanowiłem raczej usłuchać ojca.
Wraz ze Staszkiem Jaworskim z Sibicy pojechaliśmy do Ambasady Republiki Czechosłowackiej w Londynie w celu zgłoszenia się na repatriację. Skierowano nas do Czechosłowackiej Misji Wojskowej, gdzie zostaliśmy przyjęci przez štábního kapitána [kapitana sztabowego]. Spojrzał na naszywki „Poland” i zapytał, dlaczego służyliśmy w armii polskiej, a nie czechosłowackiej.
– Dlatego, że jesteśmy narodowości polskiej, a w sierpniu 1941 roku nie mogliśmy jeszcze wiedzieć, że za pół roku w Związku Sowieckim powstanie również czechosłowacka jednostka wojskowa.
– A proč chcete právě repatriovat do Československa? [A dlaczego chcecie być repatriowani właśnie do Czechosłowacji?
– Proč? [Dlaczego?] Ponieważ tam się urodziłem i tam mam swoją rodzinę!
– Víte, my chceme mít republiku pro Čechy a Slováky, pro Němce, Maďary a jiné hotentoty tam místo nemáme. [Wie Pan, my chcemy mieć republikę dla Czechów i Słowaków, dla Niemców, Węgrów i innych hotentotów nie mamy tam miejsca.]
Staszek zrezygnował skonsternowany, ale ja się uparłem. Na pytanie:
– A co tam chcete dělat? [A co Pan tam chce robić?] – odparłem:
– Uczyć
– V jaké škole? [W jakiej szkole?]
– W polskiej.
– Polské školy tam nemáme. [Nie mamy tam polskich szkół.]
– Ale macie!
– Nebudete mne poučovat, já snad vím lépe, co tam máme, a co ne! [Nie będzie mnie Pan pouczał, ja chyba lepiej wiem, co tam mamy, a czego nie.]
Poinformowałem go, że właśnie otrzymałem list od ojca, który jako nauczyciel uczy w polskiej szkole.
– Ukažte ten dopis! [Niech Pan pokaże ten list!]
Przeczytał wskazany ustęp i wyszedł do pokoju obok. Po chwili wrócił i rzekł spokojniejszym już tonem.
– Zátim máte pravdu! [Na razie ma Pan rację!]
Przypominając rok 1938 polecił mi, abym dostarczył Osvědčení o státní a národní spolehlivosti [zaświadczenie o spolegliwości państwowej i narodowej]. Widząc jednak moją niewyraźną minę dodał:
– Napište domů, oni už budou vědět. [Niech Pan napisze do domu, oni będą już wiedzieli.]
W urzędzie gminnym ustalono, że w czasie okupacji niemieckiej nie było mnie w domu. Po dłuższej korespondencji otrzymałem wreszcie stamtąd oświadczenie za okres „okupacji polskiej”, z datą 11 maja 1946.

Wielka Brytania, 1946
Józef Franek Z Azji do Europy przez Afrykę i Amerykę Czeski Cieszyn 2003, s. 59–60.

---------------------------
Emanuel Guziur:

Dla nas [Polaków, którzy w czasie II wojny znaleźli się w Wielkiej Brytanii] nie było problemu: emigracja polityczna czy powrót do kraju. Dla nas kraj nie był jednoznaczny z rodzinnym domem. Na Zaolziu nie było Polski. Benesz i komplet jego rządu jest już w Pradze. Na Zaolziu szykany i aresztowania nierzadko i tych Polaków, którzy zaledwie powrócili z obozów koncentracyjnych. Nastał okres wyczekiwania na dalszy rozwój wypadków. Jedni poszli w świat, inni wybrali kraj jako kolejny etap wędrówki do własnego rodzinnego domu. Dla wielu ten zamierzony etap stał się metą. Do takich i ja należę. Wróciłem do Polski bez Zaolzia. Zastałem tu, jeśli chodzi o sprawy Zaolzia, akurat taki sam stan, te same wypowiedzi, oceny i sądy, z jakimi spotkałem się w Londynie w roku 1940.

1945–46
Archiwum Państwowe w Katowicach, Oddział w Cieszynie, Spuścizna Emanuela Guziura, sygn. 3, Emanuel Guziur Najważniejsze funkcje społeczne  Cieszyn 1958, s. 17.

---------------------------
Z raportu mjr. Stanisława Mazurka (pseud. Kwiatkowski) do Jakuba Bermana:

Posyłam Wam protokół z konferencji Polaków w Czeskim Cieszynie, która odbyła się 18 maja w sprawie wyborów. Konferencja zdecydowała, by Polacy na Zaolziu poparli KPCz. Nie poszło to łatwo, bo KPCz prowadziło antypolską politykę i dopiero niedawno zmieniło taktykę, ale wszyscy zrozumieli, że w KPCz mają sojusznika, że to jest jedyna szansa na porozumienie. Pierwszy wystąpił ksiądz [Józef] Berger z propozycją, by Polacy poparli KPCz, poparł go nauczyciel Polak, który tu jest przywódcą inteligencji – był prezesem Związku Nauczycieli Polskich i posiada ogromny autorytet. Konferencja wysunęła najważniejsze postulaty wobec kierownictwa KPCz i chciała, by KPCz oficjalnie podpisała, że te polskie postulaty będzie popierać. Kierownictwo okręgu na to się nie zgodziło, bo reakcja czeska by to wykorzystała, dali natomiast słowo, że będą popierać polskie postulaty. Ustalono wydać odezwę w imieniu bezpartyjnych Polaków, by poparli w wyborach KPCz.
Na konferencji tej wszyscy podkreślali, że zdani są na swoje siły, że nie mają znikąd poparcia. Na Zaolziu jest powszechne przekonanie, że za obecny stan ludności polskiej odpowiedzialny jest Rząd Polski, który nie zrobił nic, by obronić Polaków przed uciskiem.
Rozgoryczenie na Rząd Polski jest coraz większe, inteligencja odsuwa się od pracy coraz bardziej. Obecnie z nami współpracują tylko nieliczni spośród tych, z którymi zaczynaliśmy pracę. Cały szereg naszych delegatów wręcz oświadczyło, że wobec tego, że rząd nie występuje energicznie przeciw Czechom, że pozwala na gnębienie Polaków, nie chcą dalej pracować. Na Zaolziu istnieje ogólne przekonanie, że ta polityka Rządu musi doprowadzić do zaprzepaszczenia sprawy Zaolzia i nawet do utraty Kłodzka.

Cieszyn, 22 maja 1946 [błędnie zapisane jako 22 czerwca 1946]
Krzysztof Nowak Z zaolziańskich raportów do Jakuba Bermana „Pamiętnik Cieszyński” T. 6, 1993, s. 104–105.

---------------------------
Z listu prezydium SMOL do ekspozytury Krajowej Rady Narodowej w Morawskiej Ostrawie, Prezydium Rządu CSR, ministerstwa spraw wewnętrznych i ministerstwa informacji:

Decyzja rządu o przeprowadzeniu reorganizacji Rad Narodowych według wyników wyborów do Zgromadzenia Narodowego z dnia 26 maja 1946 wywołała wśród czeskiej ludności na Śląsku Cieszyńskim obawy o czeskość całego szeregu gmin na tym terenie
Obecny skład Miejscowych Rad Narodowych na Śląsku Cieszyńskim zapewniał ochronę czeskich interesów. Reorganizacja Rad Nar[odowych] według wyników wyborów do Z[gromadzenia] N[arodowego] w całym szeregu gmin rozbije obecny skład tych rad i w poważny, jeżeli nie niebezpieczny sposób zagrozi czeskim interesom.
Według wyników wyborów polityczne proporcje wśród ludności na Śląsku Cieszyńskim rozkładają się korzystnie dla Komunistycznej Partii Czechosłowacji. W gminach czeskich lub przeważnie czeskich partia ta stanowi mocne oparcie dla czeskich interesów. Inaczej jest jednak w gminach przeważnie polskich, gdzie Komunistyczna Partia Czechosłowacji również zwyciężyła. W gminach tych partia ta nie będzie miała wystarczającej liczby osób godnych zaufania dla czeskiej sprawy, które mogłaby wysłać do Miejscowej Rady Narodowej. Z tego powodu większość przedstawicieli tej partii musi być wybierana spośród Polaków. Jak wynika z obecnej sytuacji, na Śląsku Cieszyńskim nie można oczekiwać od Polaków lojalności państwowej. O lojalności narodowej Polaków nie ma w ogóle mowy.
Na skutek tego, że Polacy będą mieli w wielu gminach większość oraz przewodniczącego Rady Narodowej, otrzymają prawa, których będą używać na rzecz polskich interesów. Świadomość ludności polskiej znacznie się wzmocni, co z pewnością znajdzie wyraz podczas zapisów szkolnych. Jest oczywiste, że Polacy wykorzystają tę sytuację za granicą także podczas rozmów o roszczeniach terytorialnych CSR na konferencji pokojowej.

Śląska Ostrawa, 13 czerwca 1946
Zemský archiv Opava, f. Slezská Matice osvěty lidové ve Slezské Ostravě 1897–1950, karton 3, i.č. 92.

---------------------------
Kpt. Stanisław Mrowczyk:

Nasze kontakty z inż. Musiołem odegrały poważną rolę w naszej pracy i stanowiły źródło potrzebnych nam materiałów do działań. Niestety, patriotyczne przekonania oraz kontakty z nieakceptowanymi przez władze działaczami powodowały paraliżowanie jego działalności przez bezpiekę. Brano mu za złe kontakty z Zastępcą Pełnomocnika rządu londyńskiego na Śląsku – Alojzym Targiem […] oraz ks. Ferdynandem Machajem, Orawiakiem. Braliśmy go w obronę, ale niewiele to dawało wobec wszechwładnej bezpieki i ta chlubna działalność inż. Musioła została przerwana.

Cieszyn, 1946
Stanisław Mrowczyk Sztab Zaolziański. Wspomnienia z działalności grupy powołanej w 1945 r. mającej poczynić przygotowania do przejęcia Zaolzia przez Polskę „Przegląd Historyczny” 93 (2002), nr 2, s. 217.

---------------------------
Z raportu mjr. Stanisława Mazurka do Jakuba Bermana:

Od samego początku zaraz po oswobodzeniu robiliśmy jeden błąd za drugim. Potrafiliśmy tylko krytykować Becka i jego zaolziańską politykę, nic nie robiliśmy [by] pokazać, jak można odzyskać Zaolzie, nie stosując metod Becka. Przez odzyskanie Zaolzia Beck stał się tu popularny, o jego proniemieckiej polityce tutejsza ludność mało wie, ale że uwolnił Zaolzie wszyscy wiedzą i wszyscy to pochwalają. Wszyscy, którzy się stykali ze sprawą Zaolzia na tym terenie, dobrze o tym wiedzą. Gen. [Konrad] Świetlik, gdy w zeszłym roku przemawiał na konferencji przedstawicieli Zaolzia usłyszał takie słowa od socjalistów: „Wy nam o Becku źle nie mówcie, bo on nam dał wolność”.
Jaki może być stosunek ludności polskiej po obu stronach granicy do Rządu, o którym ministrowie czescy na wiecach w Boguminie i Karwinie mówią, że oddaje im Bogumin i Karwinę? Gdy prosiłem w MSZ-cie o sprostowanie w tej sprawie, powiedziano mi, że to nie jest ważne!

Cieszyn, początek lipca 1946
Krzysztof Nowak Z zaolziańskich raportów do Jakuba Bermana „Pamiętnik Cieszyński” T. 6, 1993, s. 108.

---------------------------
Fragment zapisu tajnej części posiedzenia rządu czechosłowackiego:

Minister [poczt] radca konsyst[orza] O[jciec] Fr[antišek] Hála [Czechosłowacka Partia Ludowa] wspomina znowu o wysiedlaniu Morawców i ludności czeskiej z ziemi kłodzkiej i raciborskiej, których dokonują Polacy. Obawia się, że w ciągu dwóch lat tereny te będą zamieszkiwane wyłącznie przez Polaków i znikną jakiekolwiek etniczne przesłanki na rzecz naszych postulatów. Uznaje jednak, że dla nas o wiele ważniejszy jest Śląsk Cieszyński, szczególnie jego wschodnia część, a więc ziemia karwińska. Powinniśmy tam przeprowadzić gruntowną kolonizację Czechów, a kiedy ta kolonizacja zakończy się dla nas sukcesem, również tam zniknie problem etniczny. Nie możemy dopuścić, aby doszło tam do rozwoju politycznej mniejszości i żeby Polacy mogli się tam realizować, lecz musimy wzmocnić tam czeski i słowacki żywioł i musimy spowodować, aby ten żywioł rzeczywiście opanował także region karwiński. Musimy wybudować połączenie kolejowe ze Słowacją i kolonie robotnicze dla czeskich i słowackich robotników. Mówca jest przekonany, że Słowacy z biednych regionów chętnie przeprowadzą się na Śląsk Cieszyński i będą tam pracować, ale wymaga to stworzenia odpowiednich warunków. Sekretarz stanu [w ministerstwie spraw zagranicznych] dr Vl[adimír] Clementis [Komunistyczna Partia Słowacji] wyraża całkowitą aprobatę z tymi wywodami, które są zgodne z poglądem ministra [spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesława] Mołotowa. Premier rządu K[lement] Gottwald [KPCz] także jest przekonany, że musimy Polaków jakoś „przetrawić”.

Praga, 22 października 1946
Státní politika vůči polské menšině na Těšínsku v letech 1945-1949. Výběrová edice dokumentů, ed. Jiří Friedl, Praha-Český Těšín 2011, s. 243

---------------------------
Józef Franek:

Dopiero w listopadzie otrzymałem z Urzędu Repatriacyjnego RAF list z zawiadomieniem, że mam się zameldować w Dover u dowódcy obozu tranzytowego. […]
Z Calais pojechałem pociągiem osobowym przez Francję i okupowane Niemcy do Villach w Austrii. Nad ranem [22 listopada 1946] dotarłem do Meidling, jednej ze stacji docelowych wyznaczonych w instrukcji. Z brytyjskiego punktu informacyjnego przewieziono mnie jeepem najpierw do stołówki na obfite śniadanie, a potem po zaprowiantowaniu się, do Czechosłowackiej Misji Wojskowej. […] W Misji z chłodną grzecznością przyjął mnie jej szef, płk L. Kašpárek i od razu przystąpił do spisywania personaliów. W rubryce „narodowość” chciał automatycznie wpisać „czeska”, czemu się kategorycznie sprzeciwiłem. Odparł, że obecnie nie jest modne afiszowanie się obcą narodowością, i że się to nawet nie opłaca.
– Możliwe, ale ja swoją narodowością nie handluję – odparłem.
Spojrzał na mnie i bez słowa wpisał narodowość polską.
Po wypitej wspólnie herbacie zabrał mnie wraz z bagażem do swego samochodu i wyruszyliśmy zwiedzać Wiedeń. […] Wreszcie podwiózł mnie na przystanek autobusowy i pomógł mi się załadować. Przy pożegnaniu, życząc mi szczęśliwej drogi, powiedział:
– Víte, proč si vás vážím? Protože neprodáváte svoji národnost. [Wie Pan, dlaczego Pana szanuję? Ponieważ nie sprzedaje Pan swojej narodowości.]

Józef Franek Z Azji do Europy przez Afrykę i Amerykę Czeski Cieszyn 2003, s. 60–61

---------------------------
Fragmenty nadzwyczajnego tajnego posiedzenia rządu czechosłowackiego dotyczącego uwzględnienia praw wzajemnych mniejszości w przygotowywanym dodatkowym protokole do układu polsko-czechosłowackiego:

[Vladimír Clementis:] […] Polacy będą mieli prawo do używania języka polskiego w kontaktach prywatnych i handlowych oraz na zebraniach publicznych. Będą mieli taki sam status, jak inni obywatele, a więc równorzędne prawa obywatelskie. Nie wolno dyskryminować ich podczas wyborów i nominacji. Będą mieli takie samo prawo do pracy. Będą mogli się zrzeszać w naszych organizacjach związkowych. […] Polacy […] domagali się również stowarzyszenia polskich nauczycieli, ale to od razu stanowczo odrzuciliśmy, wskazując, że polscy nauczyciele podczas pierwszej republiki stanowili oparcie dla beckowskiego reżimu i pracowali przeciw republice. […]
Wicepremier dr P[etr] Zenkl [Czechosłowacka Partia Narodowych Socjalistów] chce przed debatą zapytać jeszcze, czy nie można by było rozmawiać z Polakami o wymianie ludności i dlaczego mieliby się na tę wymianę nie zgadzać. Sekretarz stanu dr Vl. Clementis i premier rządu Kl. Gottwald zwracają uwagę, że tak wyglądała pierwsza próba porozumienia, ale Polacy stanowczo odrzucili ideę wymiany ludności. Wicepremier dr P. Zenkl odpowiada, że teraz byliby chyba bardziej ustępliwi. Minister [informacji] V[áclav] Kopecký i [minister pracy i opieki społecznej] prof. dr Zd[eněk] Nejedlý [obaj z KPCz] sądzą, że o ewentualnej wymianie ludności można rozmawiać także po zawarciu umowy sojuszniczej, a warunki będą może nawet korzystniejsze. Z kolei wicepremier dr P. Zenkl i ministrowie [handlu zagranicznego] dr H[ubert] Ripka [CzPNS] i [aprowizacji] V[áclav] Majer [Czechosłowacka Socjalna Demokracja] są przekonani, że po zawarciu umowy Polacy wcale nie będą już z nami chcieli negocjować o jakiejś wymianie. […]
[Wicepremier Zdeněk Fierlinger, CzSD:] […] Mówca uważa za istotne, abyśmy jak najwięcej zrobili dla czeskiej ludności na Śląsku Cieszyńskim. Wskazuje, że za I Republiki niczego na rzecz tej ludności nie robiliśmy, a pomimo tego udało się ograniczyć liczbę ludności polskiej do około 80 tysięcy. Będzie trzeba celowo wspierać czeski i słowacki element w tym regionie, aby doszło tam do napływu Czechów i Słowaków. O to trzeba zadbać, pomimo iż będzie to związane z większymi wydatkami. W przeszłości byliśmy wprost skazani na polskich górników. […]
Premier rządu Kl. Gottwald uważa, że przedstawiono wiele argumentów za i przeciw, ale na pierwszym miejscu trzeba wziąć pod uwagę, jakie jest międzynarodowe położenie polityczne Czechosłowacji. Mamy złe stosunki z Niemcami, nasz stosunek do Austrii nie jest zbyt dobry, stosunek do Węgier jest również zły i chyba na długo taki pozostanie, a do tego nie możemy znaleźć wspólnego języka w stosunkach z Polską. To by oznaczało, że bylibyśmy w złej sytuacji w stosunku do wszystkich poza Związkiem Radzieckim. Dla mówcy decydujące jest jednak to, że już od dłuższego czasu zauważa ochłodzenie między Czechosłowacją a Związkiem Radzieckim, czuje to na każdym kroku, w dziedzinie polityki międzynarodowej, gospodarki i sojuszu. Minister [obrony narodowej] generał armii L[udvík] Svoboda [formalnie bezpartyjny, tajny członek KPCz] to potwierdza. Premier rządu Kl. Gottwald kontynuuje i dodaje, że teraz, gdy Stalin tak bardzo nalega na zakończenie rozmów z Polakami i zawarcie z nimi umowy, niechybnie musi dojść do wniosku, że głównym powodem tego ochłodzenia jest to, że Związek Radziecki niezbyt dobrze rozumie, co kryje się za naszym oporem, czy nie są to małostkowe obawy, których nie uważa za uzasadnione, skoro na swoim terytorium jesteśmy suwerennymi panami i decydujemy tam my, a nie Warszawa, czy też kryje się za tym coś gorszego, tzn. […] czy nie chcemy przeszkodzić w takim zjednoczeniu frontu słowiańskiego, w który nikt nie mógłby wbijać klina. […] Przecież nie chodzi tutaj tylko o nasz stosunek do Polaków, ale o więcej. Członkowie rządu wiedzą dobrze, że premier także Polaków nie kocha, że w przeszłości i teraz sprawiali i sprawiają mu duże kłopoty, ale trzeba wziąć pod uwagę ogólną sytuację.

Praga, 3 marca 1947
Státní politika vůči polské menšině na Těšínsku v letech 1945-1949. Výběrová edice dokumentů, ed. Jiří Friedl, Praha-Český Těšín 2011, s. 300–301, 308–309

30
---------------------------
Protokół załącznik do Układu o Przyjaźni i Wzajemnej Pomocy między Republiką Czechosłowacką a Rzeczpospolitą Polską:

Wysokie umawiające się strony w przekonaniu, że trwała przyjaźń wymaga uregulowania wszystkich spraw, będących w zawieszeniu między obydwoma Krajami, są zgodne w tym,
że rozstrzygną na podstawie wzajemnej zgody nie później niż w ciągu dwu lat, licząc od dnia podpisania Układu o Przyjaźni i Wzajemnej Pomocy, wszystkie kwestie terytorialne, istniejące obecnie między obydwoma Krajami,
że mając na uwadze potrzebę możliwie najszybszej odbudowy gospodarczej i kulturalnej obydwu Krajów, przystąpią w możliwie najkrótszym terminie do zawarcia umów, służących temu celowi,
że zapewnią Czechom i Słowakom w Polsce względnie Polakom w Czechosłowacji w ramach praworządności i na zasadzie wzajemności, możliwości rozwoju narodowego, politycznego, kulturalnego i gospodarczego (szkoły, stowarzyszenia, spółdzielnie na zasadzie jedności spółdzielczości w Czechosłowacji względnie w Polsce). […]
[Klement] Gottwald m. p

Jan Masaryk m. p.

J[ózef] Cyrankiewicz m. p

Z[ygmunt] Modzelewski m. p.

Warszawa, 10 marca 194
Tadeusz Siwek, Stanisław Zahradnik, Józef Szymeczek Polská národní menšina v Československu 1945–1954  Praha 2001, s. 109.

---------------------------
---------------------------
Fragmenty zapisu zebrania Prezydium Komitetu Okręgowego KPCz w Ostrawie z udziałem przedstawicieli KPCz narodowości polskiej:

Towarzysz [Paweł] Cieślar [działacz KPCz z Trzyńca] w swoim referacie wygłoszonym w języku polskim wypowiedział się przeciw spełnianiu postulatów obywateli narodowości polskiej etapami, jak proponował tow. Cimmer, uważając takie działanie za niebolszewickie; wyrażał pogląd, że wszystkie postulaty powinny zostać spełnione od razu. Kwestię granic uznał za mniej istotną, polscy towarzysze pomagają czeskim towarzyszom budować socjalizm i niszczyć reakcję, kwestia granic będzie kiedyś przeżytkiem. Za ucisk narodowościowy uważa, że do zakładu państwowego Huta Trzyniecka nie przyjmuje się byłych żołnierzy armii Andersa, i ma nadzieję, że sytuacja na Śląsku Cieszyńskim będzie rozwiązywana w taki sposób, aby narodowość polska w pełni mogła rozwijać swoją kulturę, aby każdy człowiek miał zapewnione prawo do pracy i egzystencji, dlatego oczekuje zrozumienia ze strony czeskich towarzyszy. Ma nadzieję, że uda się wyeliminować wszystkie różnice ideologiczne, które pojawiły się w partii na Śląsku Cieszyńskim i we współpracę w jedności.
[…]
Towarzysz [Rudolf] Slánský [sekretarz generalny KPCz]: […] Polscy towarzysze po zawarciu umowy czesko-polskiej sądzili, że mogą teraz stawiać żądania, które republika musi spełnić. Nie wyjaśnili sobie jednak swojego stosunku do republiki, niedostatecznie walczą z polskimi szowinistami i polską reakcją.
Co do wywodu towarzysza Cieślara: Kwestia granic jest istotna, gdyż podczas uzgadniania umowy z Polską kwestia granic była najtrudniejsza i dlatego została odłożona, niesłuszne jest mówienie o niej, jak gdyby była obojętna. […] Dlatego musi być tutaj jasność, musi być tutaj lojalność wszystkich polskich komunistów, wszystkich obywateli narodowości polskiej, którzy muszą – jak stoi nawet w dodatkowym protokole – stanąć na bazie czechosłowackiego porządku prawnego.
Jeżeli okaże się, że obywatele narodowości polskiej nie wezmą udziału w obchodach 28 października, w pracy na brygadach, oznacza to, że nie mają jasności w kwestii państwa. Tu zadaniem polskich towarzyszy jest, żeby wystąpili jawnie i zapewnili jasność w tej sprawie. […] W kwestii żołnierzy armii Andersa: Nie można zgodzić się z towarzyszem Cieślarem, który mówi, że ludzie ci powinni być karani dopiero wtedy, gdy w czymś zawinią. To zrozumiałe, że kierownictwo naszych zakładów […] podejmuje wszystkie zapobiegawcze środki i odmawia zatrudniania żołnierzy dawnej armii Andersa, zwłaszcza jeżeli chodzi o zakład państwowy tak ważny, jak Huta Trzyniecka. Wiemy, że także w Polsce są bardzo ostrożni w stosunku do żołnierzy byłej armii Andersa. Jako przykład można przywołać stosunki radzieckie, gdzie radzieccy żołnierze, którzy znaleźli się do niewoli nieprzyjaciela, po powrocie do ojczyzny są na pewien okres izolowani i bada się ich wiarygodność. Polscy towarzysze sami muszą troszczyć się o to, aby ich łaskawość nie obróciła się przeciw nim samym.

Ostrawa, 20 czerwca 1947
Státní politika vůči polské menšině na Těšínsku v letech 1945-1949. Výběrová edice dokumentů, ed. Jiří Friedl, Praha-Český Těšín 2011, s. 439, 442–444

---------------------------
Z odezwy zarządów powiatowych Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego i Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej w Karwinie:

Decyzją „Zemského Národního Výboru” ekspozytury w Ostrawie z dnia 27 czerwca br. zezwolono nam Polakom na utworzenie dwóch związków polskich, a to: Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego w powiecie frysztackim, czyli w skrócie PZKO, oraz stowarzyszenia Młodzieży Polskiej w powiecie frysztackim, czyli w skrócie SMP.
Związki te będą niepolityczne, a więc nie będą zależne od żadnej z partii politycznych. Członkami tychże winni być wszyscy Polacy demokratyczni, zamieszkali na terytorium Czechosłowacji. Obowiązkiem każdego Polaka dobrej woli, bez względu na przekonania polityczne czy wyznaniowe jest przystąpić od razu na członka do jednego z tych Związków w swym miejscu zamieszkania i przyczynić się do utworzenia jak najściślejszej jedności polskiej na polu kulturalno-oświatowym. O bliższych szczegółach co do tych Związków możecie dowiedzieć się od obywateli niżej podpisanych lub też w tymczasowym sekretariacie PZKO i SMP, który mieści się tymczasowo w Domu Stalina w Karwinie.
A więc do pracy! – Do utworzenia kół miejscowych w Waszych gminach i do wytworzenia warunków, mających na celu pogłębienie dobrze rozpoczętej przyjaźni polsko-czeskosłowackiej.

Karwina, lipiec 1947
Tadeusz Siwek, Stanisław Zahradnik, Józef Szymeczek Polská národní menšina v Československu 1945–1954  Praha 2001, s. 112.

---------------------------
Z listu kierownictwa SMOL do Śląskiego Instytutu Kultury w Pradze oraz Związku „Narodních Jednot a Matic”:

Sytuacja na Śląsku Cieszyńskim wciąż jest jeszcze drażliwa. Stale niewyjaśniona i niezabezpieczona kwestia granic jest powodem nieustannie prowadzonego niepokojenia i zastraszania czeskiej ludności.
Pozwolenie na dwa polskie stowarzyszenia, kulturalnego i polskiej młodzieży, bardzo zaszkodziło czeskiej sprawie. We wszystkich miejscowościach z polską mniejszością lub większością dochodzi do dzielenia się na narodowości i podział gmin na dwa obozy: czeski i polski. Coraz bardziej wyzywające działania Polaków nie dają gwarancji potrzebnego spokoju. Z pewnością można było oczekiwać, że sytuacja się pogorszy. Obywatele są zastraszeni. Boją się wstępować do [Slezskiej] Matice [osvěty lidové], bo już dwukrotnie byli za swoją czeskość prześladowani i dzisiaj, gdy wciąż szerzy się propaganda, że Polacy na pewno zajmą Śląsk Cieszyński, są obojętni wobec wszystkich stowarzyszeń.
Czeski nauczyciel, który pracuje na rzecz republiki, nie cieszy się szacunkiem. Jest podejrzewany o szowinizm, a wierzy się tym, którzy wypędzali nas ze Śląska Cieszyńskiego w 1938 roku. W niektórych gminach panują takie stosunki, że czeski człowiek nie wie, czy na Śląsku Cieszyńskim jest w domu czy w obcym kraju. Polacy mogą być szowinistami, czeski nauczyciel w drugiej dem[okratycznej] republice nie może być dobrym Czechem i patriotą, ponieważ Polacy sobie tego nie życzą.
Taka sytuacja panuje dzisiaj na Śląsku Cieszyńskim. Wszędzie zwycięża partyjniactwo. Głosy Polaków są ważnym atutem w kolejnych wyborach. A przy takiej propagandzie i agitacji zapomina się o ważnej roli Śląska Cieszyńskiego w kwestii narodowej.

Ostrawa, 13 stycznia 1948
Zemský archiv Opava, f. Slezská Matice osvěty lidové ve Slezské Ostravě 1897–1950, karton 3, i.č. 91

---------------------------
Alojzy Michałek (członek Powiatowego Komitetu Wykonawczego w Czeskim Cieszynie):

Obecnie we wszystkich gminach Śląska Cieszyńskiego i różnych instytucjach tworzą się tak zwane Komitety Wykonawcze (akční výbory). Komitety te mają być wyrazem ludu postępowego, to też tworzone są na podstawie jak najszerszej. Do Komitetów Wykonawczych wchodzą przedstawiciele nie tylko partii politycznych (u nas przeważnie KPCz i soc. dem.), ale również przedstawiciele innych organizacji postępowych.
O ile chodzi teraz o udział Polaków w Komitetach Wykonawczych, to Polacy mają do tego słuszne i uzasadnione prawo. Jesteśmy i musimy być postawieni na równi z Czechami. To musi być już dzisiaj zupełnie jasne. […] Kiedy został ogłoszony kryzys rządowy, powstał od razu komitet obywatelski, złożony z Polaków i wysłał telegram do prezydenta Beneša z żądaniem usunięcia z rządu reakcyjnych ministrów i przyjęcia ich dymisji. Następnie w tym samym dniu wystosował do ludności polskiej odezwę, deklarując jasne stanowisko Polaków, które brzmi: Polacy stoją murem za demokracją ludową i rządem Klementa Gottwalda!
Podkreślić trzeba tutaj, że Polacy jedni z pierwszych zadeklarowali swoje stanowisko, kiedy była jeszcze sytuacja niewyraźna. To jest właśnie bardzo ważny moment, który nam Polakom daje pełną legitymację do brania udziału w Komitetach Wykonawczych.
Chodzi teraz tylko o to, ażeby Polacy do tych Komitetów Wykonawczych szli i znaleźli tam pełne zastępstwo. Tam, gdzie Polacy nie byliby mile widziani lub otrzymają za mało miejsc członkowskich, trzeba się wepchać siłą i przy pomocy KPCz utworzyć sobie taką pozycję, na jaką zasługujemy. KPCz nam zawsze pomagała, dopomoże nam więc i dzisiaj!
Zwłaszcza zarządy i członkowie SMP i PZKO powinni o tym pamiętać i nie dać się zbić z tropu lub odprawić z kwitkiem. Polacy muszą zajmować w Komitetach Wykonawczych godne miejsce. – Polacy chcą i umieją pracować dla demokracji ludowej. Przeto naprzód!

Czeski Cieszyn, 29 lutego 1948
Alojzy Michałek Polacy w Komitetach Wykonawczych „Głos Ludu”, R. 4 (1948), nr 25, 29 lutego 1948

---------------------------
Kpt. Stanisław Mrowczyk:

Nasza działalność wymierała stopniowo i przejęcie władzy w Czechach przez komunistów zadało jej ostateczny cios. W końcu marca 1948 otrzymaliśmy odgórne polecenie natychmiastowego przerwania działania oraz rozkaz zniszczenia wszelkiej dokumentacji związanej z naszą pracą. […] Zakończenie naszych wysiłków było dla nas, a szczególnie dla mnie, żałosne. Zawiodłem moich bliskich, okazałem się niewiarygodny, zawiedliśmy dużą grupę Zaolziaków, w tym tych, którzy do nas przybyli, by przeczekać do wyzwolenia.
Fakty pokazały, chociaż do dziś nie wiem, jaka była mechanika uruchomienia całej akcji i kto za nią stał, że wszystko podporządkowane było brudnej polityce, a zwycięstwo komunistów w Czechach było jednoznaczne z końcem idei przyłączenia Zaolzia do Polski.

Cieszyn, 1948
Stanisław Mrowczyk Sztab Zaolziański. Wspomnienia z działalności grupy powołanej w 1945 r. mającej poczynić przygotowania do przejęcia Zaolzia przez Polskę „Przegląd Historyczny” 93 (2002), nr 2, s. 221

---------------------------
Jan Baron (prezes koła PZKO w Suchej Górnej) podczas odczytywania deklaracji kół PZKO i SMP w Suchej Górnej):

Oświadczam w imieniu miejscowych polskich związków, tj. PZKO i SMP, które to związki tylko dzięki partii komunistycznej powstały, że cieszymy się z odniesionego zwycięstwa sił ludowo-demokratycznych i mamy pełne zaufanie do nowego rządu premiera Gottwalda. Będziemy jego wszelkie poczynania w całej pełni popierali i dopomagali do zrealizowania jego programu. […] Jednocześnie wierzymy mocno, że nowy rząd Gottwalda uzna również potrzeby kulturalne i gospodarcze ludności polskiej, żyjącej w republice i spełni jej postulaty, traktując ją jako równego z równym. Jesteśmy przekonani, że w pierwszym rzędzie otworzy podwoje polskich ochronek i pozwoli na kształcenie najmłodszych obywateli republiki w języku macierzyńskim oraz zwróci cały majątek polski ludności polskiej, który powstał z jej krwawicy, a która w wielu wypadkach dawniejszą swą ofiarę w formie pracy i pieniędzy, krwią własną w obozach, więzieniach i na szubienicach przypieczętowała. Istnieje cały szereg problemów, które z całą pewnością rozwiąże nowy rząd ludowo-demokratyczny Gottwalda nie tylko ku zadowoleniu rzeszy mas pracujących, ale również ku zadowoleniu ludności polskiej na Śląsku Cieszyńskim.

Z manifestacyjnego zebrania członkowskiego KPCz w Górnej Suchej  „Głos Ludu” 4 marca 1948

---------------------------
Polska kronika Wędryni:

Jaki wpływ wywarło zwycięstwo lutowe na społeczeństwo w naszej gminie? Partie opozycyjne – narodowych socjalistów i ludowców rozwiązały się automatycznie. Przewodniczący tych partii oświadczyli publicznie w prasie, że nie mają nic wspólnego z wymienioną partią i z partii występują. Oświadczyli, że solidaryzują [się] z KPCz, wzywając równocześnie swych członków, aby przystępowali do partii komunistycznej. Ludność naszej gminy zaczyna żyć spokojniej, niesnaski i kłótnie na zebraniach publicznych i zebraniach MRN ustały. Szerzyciele nienawiści przyoblekli się w szatę niewinności, przyrzekając zgodną współpracę. […] 6 kwietnia [1948] otwarto polskie przedszkole, które wskutek nieprzychylnego ustosunkowania się stronnictw reakcyjnych wobec polskiego szkolnictwa początkiem 1946 zamknięto. Przedszkole prowadzi Bolesława Michejdzianka.

Wędrynia, wiosna 1948
Státní okresní archiv Frýdek-Místek, Kronika Wędryni