wz
Dzieje Zaolzia   Historie Těšínského Slezska
 
 
 
Zachodnia część Księstwa Cieszyńskiego
Západní částTěšínského knížectví
- Bo jeśli przyjeżdża ktoś na osiem godzin i nawet pogada ze "wszystkimi zaolziańskimi świętymi" to raczej nie zauważy tego zwykłego toczącego się życia z perspektywy szarego człowieka, albo po prostu niezaangażowanego w "wielką zaolziańską politykę" (…). Zatem kluczem do poznania jest stolik z poplamionym obrusem i zacerowanymi dziurami po papierosach. Trzeba jednak wiedzieć do kogo się przysiąść - pisze w swoim książce Hospicjum Zaolzie, Jarosław jot-Drużycki, jednej z ciekawszych pozycji o tej części Śląska Cieszyńskiego ostatnich lat.
W tekstach o Zaolziu dominuje często "wielka narracja" - że ten region, nie licząc średniowiecza, w granicach państwa polskiego był mniej więcej rok (kilkanaście tygodni na przełomie 1918 i 1919 r. oraz od odzyskania przez Polskę w 1938 do września 1939 r.), że Polacy u zarania Czechosłowacji stanowili tam większość, dziś są już tylko mniejszością… Jest czasami o zamazywanych polskich tablicach, o ryzyku zamykania się we własnym zaolziańskim środowisku ("tustelanizm"), wspomni się o imprezach kulturalnych czy inicjatywach organizacji, zrzeszających Polaków z zachodniej części Śląska Cieszyńskiego.

Po lekturze recenzji Hospicjum Zaolzie w mediach "niecieszyńskich" obawiałem się, że nie będzie w niej nic świeżego i odkrywczego dla mieszkańca wschodniej części Śląska Cieszyńskiego - że znowu będzie coś o pograniczu, o tożsamości narodowej, o spisach ludności… i nic ponadto. Tymczasem nastąpiło wspaniałe zaskoczenie.

Po pierwsze, książka jest świetnie napisana. Przez ostatnie lata napisałem kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt recenzji lub omówień książek, dotyczących Śląska Cieszyńskiego. Pomijając parę bubli, większość wnosiła coś nowego na temat naszej "małej ojczyzny", jedne były napisane gorzej, inne lepiej, ale nie przypominam sobie pozycji, którą by się tak dobrze czytało. Oczywiście, pojawia się zestaw podstawowych (i rzetelnie przedstawionych) informacji o Zaolziu, ale są one zręcznie połączone z opisami zaolziańskich peregrynacji autora.

Po drugie, Jarosław jot-Drużycki jest warszawiakiem, ale jak informuje okładka książki jest "[z]awsze w drodze między Mazowszem a Śląskiem Cieszyńskim". To nie jest człowiek, który spędzi na Zaolziu 8 godzin i wysmaży sztampowy artykuł. Przez te kilka lat zdążył poznać tej region nie z perspektywy "wielkich narracji", ale z punktu widzenia zwykłych ludzi. Wie o nim więcej niż większość mieszkańców wschodniej części Śląska Cieszyńskiego, gdzie dla wielu Kocobędz jest już tylko Chotěbuzem, a Olbrachcice - Albrechticami. Rozmowy prowadzone w gospodach nieraz pozwalają lepiej poznać rzeczywistość niż dziesiątki artykułów czy poważnych raportów - a Drużycki, etnograf z wykształcenia, potrafi słuchać i wyłapywać to, co istotne.

Nie ma w książce dramatycznych apeli w stylu "Ratujmy polskość po drugiej strony Olzy!", które mogą razić pompą i zbędnym patosem. Za to pada stwierdzenie, że "Zaolzie zamienia się w swego rodzaju hospicjum, gdzie wszystkie działania są nakierowane na godne doczekanie końca. Warto na to spojrzeć, choćby i zza krawędzi kufla, rzadko bowiem ma się okazję zobaczyć, jak bez jednego wystrzału na danej przestrzeni umiera naród”. Dawno nikt tak nie oprowadzał po tym hospicjum w tak zajmujący sposób, jak jot-Drużycki.

Jarosław jot-Drużycki, Hospicjum Zaolzie, Wędrynia: Wydawnictwo Beskidy, 2014, 70 stron
Hospicjum Zaolzie (recenzja)
Cieszyn, Kultura, Wiadomości, Zza Olzy - 31 sierpnia 2014 14:00:00 , data aktualizacji: 4 września 2014 13:02:30
MMT
Książka